• Wpisów:518
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 23:05
  • Licznik odwiedzin:47 888 / 2143 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Cieszycie się ?
  • awatar Gość: z czego tu sie cieszyc ? z jego nieszczęścia ? On może sb teraz siedzi i płacze , a jego fanka ma sie cieszyc bo jej idol jest singlem ? Dla mnie to źle , stracił swoją trzyletnią miłość i pewnie dalej mocno ją kocha .Nie , nie ciesze się , wszyscy powinni ich teraz mocno wspierac ;)
  • awatar I'm feeling close to you! ♥: zapraszam ! zostaw cos po sobie ! *Dodaj do znajomych lub obserwowanych* + Faaajne ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
"Gdy dwoje ludzi czuje do siebie bezgraniczną miłość , to ich życie jest wskazane na powodzenie"

Damon chronił swoją żonę w trakcie trwania ciąży.
Starał sie był przykładnym mężem ,co dało sie zauważyć. Kinga i Damon porozumiewali się bez słów, łączyła ich silna więź którą nigdy Elena, Katherine ani żadna inna kobieta nie zerwie.
Kinga urodziła potomka syna który był wampirem to on zawsze bedzie ważniejszy ,to on w oczach Damona jest jego synem ,choć Bryana- jego pierwszego syna który został wilkołakiem nie może zranić, bo on również jest owocem ich miłości i wzajemnej wierności.
Bonnie gdy chłopiec miał już miesiąc oznajmiła Damonowi i Kindze ,że jej babcia nawiedziła ją we śnie i przepowiedziała iż w wieku 22 lat nowo narodzony potomek będzie wojownikiem.
Od narodzenia jest skazany na niepowodzenie i ciągłe walki,jednak rodzinna miłość wszystko przezwycięży. Damon zaproponował Kindze ,żeby odnowili śluby ,aby po raz kolejny udowodnić jej swoją miłość. Ona sie zgodziła.
Ceremonia zaślubin tak jak i wesele było udane i bardzo uroczyste. Oboje znów przysięgli sobie miłość ,ale tym razem na wieczność.
Caroline została żoną Tylera, Bonnie na pewno kiedyś napotka swojego czarodzieja,który będzie jej godzien. Elena została sama tak jak Katherine.
Nie umiały docenić tego co miały ,ale na to jest już za późno.
W Mystic Falls zapanował spokój,do czasu kiedy nowy potomek nie osiągnie wieku 22 lat, bo potem...
Wszystko zacznie się od nowa..
 

 
Witam, dawno nic nie dodawałam ,ale mam nadzieje że nadal będziecie czytać.

Z góry dziękuję !

 

 
  • awatar Elizabethh: Fajnie Tuu ;** wbij czasem :)
  • awatar Gość: http://allegro.pl/tort-z-pieluszek-pampersow-13dodatkow-chrzest-i3172373092.html
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

dami656
 
damonsalvatore
 
Siemkaaa ; )))
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
  • awatar neens: jezu serio troszke jej walneło , ja rozumiem wielbić idola ale nie wpadać w takie furie : > to nawet ja sie ogarnę jak go gdzieś widze w necie :D
  • awatar oasis of everything: Można być czyjąś fanką, ale bez przesady. To jest już chorobliwa obsesja... :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Два карати діамант в очах



Twe spojrzenie nadaje nowy sens.
Jednak to nie nam dane było ujrzeć je...
Jego serce należy tylko do niej,
Ich oczy, myśli ,gesty są spragnione bliskości.
Kiedy on widzi ją, jego ręce szaleją, a usta ciągle się śmieją.
Ich miłość wieczna jest aż po życia kres...


Я тебе люблю»
Амур, давай
Стріляй, нехай
Я серце віддаю йому...
Адреналін...
По венах він...
І ти скажи мені чому...

Я так тебе люблю
 

 
Witam wszystkich~!
Wiecie że kocham pisać,ale ostatnio mam brak weny, mam nadzieje że mi wybaczycie i nie zapomnicie o mnie...
Gdy będę miała dodać rozdział to was poinformuje.
Jednak foty , animacje, teksty ,filmiki i wiele innych o Damonie i Ianku będą nadal dodawane.

Całusski <333


KOCHAM TE ANIMACJE ;*




 

 



Oczami Alice:

Przed moimi oczami rozciągała się kałuża krwi. Na ziemi z rozwaloną głową z której spływała krew leżał Peter. W ręce trzymał pilota, a w drugiej prawdopodobnie miał kubek z popcornem bo cała walała się po pokoju. Sprawdziłam jego puls. Nie czułam go w ogóle. Podniosłam się z ziemi i rozejrzałam dookoła. Obok stolika znajdowało się łóżeczko przygotowane dla Rosalie. Podeszłam do niego bo usłyszałam płacz dziecka. W nim zobaczyłam małą Hannah jak jej ciało rozsypuje się na kawałki. Odsunęłam się od niej i wpadłam w czyjeś ręce. Odwróciłam się i zobaczyłam Petera jak krzywo się do mnie uśmiecha.
- Witaj w piekle w którym już dawno powinnaś się znaleźć.
Krzyknęłam...

Oczami Kingi:

Następnego dnia obudziłam się rześka i pełna energii. Damon z twarzą przykrytą do poduszki cicho pochrapywał. Zaśmiałam się i wygramoliłam się z łóżka. Poczłapałam do łazienki. Nalałam gorącej wody do wanny, wsypałam kilka kropel wanilii i weszłam do niej. Gorąca woda obmyła moje obolałe i spięte ciało. Poczułam się jak nowo narodzona. Po wykąpaniu się wyszłam z łazienki i udałam się do kuchni. Przygotowałam Damonowi jajecznicę, a sama zaraz zaczęłam się nią zajadać.

Oczami Damona:

Obudziły mnie piękne zapachy i głosy dobiegające z kuchni. Wstałem z łóżka i bez majtek wszedłem do kuchni.
- Damon mógłbyś się chociaż ubrać- Kinga zasłoniła oczy.
- Nie podoba ci się Grecki Bóg?- zapytałem.
- Jakoś go nie widzę- uśmiechnęła się.
- Przecież wiem, że ci się podobam, gdy nic nie noszę.
- To prawda podobasz, ale przy śniadaniu to nie wypada paradować nago po mieszkaniu. Dobrze, że dzieci cię nie widzą- odparła i wstała odkładając pusty talerz do zmywarki.
- Oj nie bądź zła- znalazłem się tuż za nią.
- Damon nie czas teraz na zabawy. Trzeba wracać. Tata nie będzie wieczność opiekować się dziećmi. On też ma swoje życie i na pewno ma ciekawsze rzeczy do roboty niż pilnowanie naszych dzieci.
- Nie martw się- pocałowałem ją w policzek- Zgodził się zostać z nimi jeszcze przez kilka dni. Możemy tu zostać tak długo jak chcesz- ugryzłem ją w ucho.
- Damon ja się martwię o dzieci, a ty masz tylko popędy seksualne, które zawsze musisz zaspokoić.
- To cały ja- obróciłem ją w swoją stronę i pocałowałem namiętnie w usta.
- Do puki się nie ubierzesz nie mam o czym z tobą rozmawiać- odparła Kinga, a po chwili wyszła.
- Kiedyś mnie wykończy. Najpierw rozbudza moje pożądanie, a za chwilę ni stąd ni zowąd zostawia mnie na lodzie- odparłem sam do siebie.
Pobiegłem szybko do pokoju. Narzuciłem coś na siebie i pognałem za Kingą.

Oczami Petera:

Właśnie zaczęła się druga połowa meczu, gdy nagle usłyszałem krzyk. Poderwałem się z siedzenia i pognałem na górę skąd dobiegały krzyki. Na balkonie siedziała Alice. Twarz miała schowaną w dłoniach i cicho szlochała. Podszedłem do niej i złapałem ją za ramię.
- Idź sobie potworze- krzyknęła- Nie idę do żadnego piekła. To nie moja wina, że Hannah i Peter zginęli. Dlaczego mnie tak każesz?
- Hej, hej- obróciłem ją w swoją stronę- Co się stało? Czemu mówisz, że zginąłem?- zapytałem się jej spokojnie.
Na dźwięk mojego głosu Alice podniosła zapłakaną twarz i spojrzała na mnie.
- Ty żyjesz?- zapytała cicho.
- Nigdy nie czułem się lepiej- wziąłem ją jak małe dziecko na kolana i przytuliłem do siebie- Kochanie co się stało? Czemu mówiłaś, że pójdziesz do piekła?
- Takie wizje pojawiają mi się od momentu kiedy mała Hannah zmarła, ale z każdym dniem są gorsze. Próbowałam znaleźć zaklęcie by się tego pozbyć, ale żadnego nie znalazłam. Te wizje pokazują mi teraz, że każdy przeze mnie umiera. Boje się co po nich będzie. Czy ja sama zacznę zabijać, gdy oszaleje?- nie przestawała płakać.
Przytuliłem ją mocniej do siebie i pozwoliłem wypłakać się. Dopiero później dało się z nią spokojniej porozmawiać.

Oczami Kingi:

Siedziałam właśnie między kłębami pszenicy, gdy nagle ktoś zasłonił mi oczy.
- Zgadnij kto to?- zapytał znajomy głos.
- Jedynie my tu jesteśmy w tym miejscu Damon i wiem że to ty- odparłam znudzona.
- Hej co się dzieje?- zapytał- Masz jakieś dzisiaj dziwne humorki.
- Chyba dlatego, że wstałam lewą nogą- mruknęłam.
Wstałam z ziemi i otrzepałam się z kurzu. Zostawiłam Damona samego, a sama poszłam do sypialni. Wyciągnęłam z szuflady mój pamiętnik i usiadłam na łóżku. Zaczęłam przeglądać moje stare wpisy i przekonałam się, że od dłuższego czasu nie zaglądałam do niego i nie zamieszczałam nowych wpisów. Trzeba to w końcu zmienić. Otworzyłam na ostatniej stronie i zaczęłam pisać.

Drogi Pamiętniku

Od bardzo długiego czasu nie zaglądałam do ciebie. Nic szczególnego się nie działo oprócz kilku wydarzeń. Nie chce mi się za bardzo tego wszystkiego opisywać, ale zacznę od końca. Damon sprawił mi niespodziankę zabierając mnie do domku w lesie. Jest bardzo pięknie, tylko od dłuższego czasu jestem jakaś mizerna. Nie wiem co się ze mną dzieje. Mam dziwne humorki. Powinnam iść do lekarza. Ale to nie ważne...

Nagle usłyszałam krzyk. Wstałam z łóżka i zbiegłam szybko do salonu. Damon spojrzał na mnie zdziwiony. Wzruszyłam ramionami i wybiegłam na dwór. Krzyki dobiegały z parę kilometrów od nas. Nie zastanawiając się pobiegłam za krzykami. Gdy dotarłam na miejsce nie spodziewałam się co tam zobaczę.

Oczami Bonnie:

Z każdym dniem było coraz gorzej. Koszmary nie dawały mi spokoju. Ciągle widziałam przed oczami jak babcia płonie na stosie i wypowiada te same słowa ,,Zdradziłaś nas to teraz musisz za wszystko cierpieć". Wzrok nadal mi nie powrócił... Poprosiłam o pomoc Lexi moją dobrą przyjaciółkę czarownicę, ale ona też nie wiedziała jak mi pomóc. Zostało tylko jedno rozwiązanie... Wstałam z łóżka, ubrałam się i chwiejnym krokiem udałam się do niej...

Oczami Petera:

Gdy Alice w końcu ochłonęła i przestała płakać wziąłem ją na ręce i zaniosłem do pokoju. Za dużo spadło na nią w tym roku. Poczekałem, aż nie zaśnie, a potem poczłapałem do swojego pokoju. Postanowiliśmy jeszcze nie sypiać ze sobą. Alice jest trochę staroświecka z tradycjami jakie u niej panują, ale ją szanuje. Jutro przyprowadzą małą Rosalie i w końcu może na twarz Alice powróci szeroki uśmiech. Zamknąłem oczy i starałem się zasnąć, ale to nic nie dało. Wstałem z łóżka i poszedłem do kuchni. Z lodówki wyciągnąłem mleko, a z szafki szklankę. Gdy się odwróciłem zobaczyłem ją. Z ręki wypadła mi szklanka, a wraz z nią spadło mleko. Głos zamarł mi w gardle... Nie potrafiłem nic odpowiedzieć...

Oczami Alice:

Obudziły mnie hałasy dobiegające z kuchni. Wstałam szybko co na skutek spowodowało, że z zawrotami głowy osunęłam się z powrotem na łóżko. Po chwili się pozbierałam i pobiegłam do kuchni. W nim zastałam sparaliżowanego ze strachu Petera. Spojrzałam w stronę, gdzie on patrzył i mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Mamo co ty tu robisz?- zapytałam.
- Przyszłam ciebie odwiedzić. Chciałam zobaczyć jak się czujesz też- przytuliła się do mnie.
- Wszystko w porządku- odparłam.
- Peter cię nie krzywdzi?- zapytała spojrzawszy na niego groźnie.
- Nie martw się. Bardzo dobrze się mną opiekuje. Jest najcudowniejszym facetem na świecie.
- Cieszy mnie to skarbie- pocałowała mnie w czoło- Ja już muszę uciekać- odparła Rose.
Pożegnałyśmy się, a po chwili mama wróciła do siebie.
- Poszła sobie już?- zapytał Peter trochę jeszcze zdenerwowany.
- Tak poszła- uśmiechnęłam się.
- Ona jest straszna- przytulił się do mnie.
- Po prostu martwi się o mnie- odparłam.
- Przesadza trochę. Za bardzo się jej boje.
- Jak dobrze cię pozna to potem nie jest taka zła- zaśmiałam się.

Oczami Kingi:

Przede mną stała Vicky czarownica, była dziewczyna Damona. Przez laty nie dawała mu spokoju. Nachodziła go codziennie by wrócił do niej, ale on nie chciał. W końcu odpuściła, ale widać nie na długo. Przy jej nodze leżała mała Grace, a obok niej stał przemieniony w wilka Bryan. Jego oczy błyszczały od złości. Gdy zbliżyłam się bliżej wysunął zęby groźnie. Vicky uspokoiła go machnięciem ręki.
- Miło mi spotkać moją dawną rywalkę z przed lat. I co? Damon jeszcze się tobą nie znudził?- zapytała z uśmiechem.
Nigdy jej nie lubiłam. Dlatego za bardzo o niej nie wspominałam. Była wredna i chamska zawsze w stosunku do mnie, a gdy tylko Damon się pojawiał była wręcz zbyt miła. Już myślałam że jej nigdy nie spotkam, ale widać moje myśli nie były trafne.
- Damon nigdy się mną nie znudzi.
- Haha- wyśmiała mi się w twarz- Oj kochana ty nic nie rozumiesz. On cię zdradza ze mną.
Wezbrał we mnie gniew. Tak myślałam, że będzie chciała skłócić mnie i Damona, ale jej tak łatwo nie pójdzie.
- Oj Vicky, Vicky nie uda ci się nas skłócić- odparłam.
- No to trudno, ale odbiorę wam dzieci, albo sami was zabiją. Bryan bierz ją- odparła w moją stronę.
Bryan wyszczerzył zęby i skoczył na mnie. Szybko zrobiłam unik. Zapomniałam że Vicky potrafi kontrolować umysły ludzi. Mała Grace rzuciła się na mnie z małymi piąstkami. Próbowałam nie zrobić jej krzywdy, ale nie było to takie łatwe. Gdy ja zajmowałam się Grace, Bryan rzucił się na mnie i wgryzł mi się mocno w rękę. Jęknęłam z bólu. Gdzie do cholery jest Damon?- krzyczałam w myślach.

Oczami Damona:

Kinga długo nie wracała. Zacząłem się martwić. Wstałem z kanapy i poszedłem sprawdzić co się stało. Przed progiem moich drzwi stała Cornelia siostra mojej byłej dziewczyny Vicky.
- Co ty tu robisz do cholery?- zapytałem.
- Ktoś chce się z tobą widzieć- uśmiechnęła się do mnie.
Nagle dostałem czymś ciężkim w głowę. Osunąłem się na ziemię. Przed oczami jedynie widziałem zarys uśmiechu Cornelii na twarzy, a po chwili straciłem przytomność.

Oczami Petera:

Alice poszła spać, a ja jeszcze zostałem w kuchni. Przyglądałem się pełni księżyca. Była przepiękna, ciepła noc więc postanowiłem się trochę przejść. Założyłem szlafrok, kapcie na nogi i wyszedłem na dwór. Usiadłem na ławce i przyjrzałem się księżycowi. Nagle usłyszałem kroki zbliżające się w moją stronę. Złapałem kamień do ręki, odwróciłem się w stronę napastnika i cisnąłem w jego stronę. Gdy zorientowałem się co zrobiłem było już za późno...


Przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału, ale ruter mi się zepsuł i dopiero dzisiaj dostałam nowy. Mam nadzieję, że wam się rozdział spodoba.
  • awatar Nattaliie: oo kurczę świetny! Damon nago <3 xD boskie Chciałabym to widowisko zobaczyć. Ogólnie super rozdział ;) Pisz pisz dalej ;*
  • awatar Lovellly: ciekawie sie robi, pisz dalej; )
  • awatar Gleam of hope. † !: Świetne !! Ja tez chce, zeby mi Damon nago paradował, ;p Haha, Booskie czekam na następny rozdział ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

majeczka244
 
damonsalvatore
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 


Oczami Kingi:

Po jakimś czasie udało ją się w końcu ocucić. Spoglądała na nas zamglonym wzrokiem.
- Nic nie widzę- odparła- Straciłam wzrok.
Pomogliśmy jej wstać i zaprowadziliśmy ją na kanapę. Ostrożnie posadziliśmy ją.
- Co się stało Bonnie?- zapytałam.
- To skutki uboczne używania czarnej magii. By pozbyć się chmury musiałam trochę nagiąć zasady i duchy mnie za to potępiły ślepotą- odparła.
- Da się jakoś tobie go przywrócić?- zapytał Damon, gdy w końcu ochłonął.
- Tak... Gdzieś tam w księdze powinno być jak zdjąć czar- wskazała ręką na swoją torbę wiszącą na klamce od drzwi.
Podeszłam do niej i z torby wyciągnęłam czarną dużą księgę.
- Strona 384. Tam powinno być zaklęcie- odparła.
Znalazłam odpowiednią stronę i jej go przeczytałam. Po chwili skupiła się na jego treści. Zamknęła oczy i zaczęła mamrotać cicho pod nosem. Po chwili je otworzyła, ale na jej białka oczu nie powrócił znowu ten brązowy kolor.
- Czemu to nie zadziałało?- zapytałam.
- Duchy są wściekłe za to co zrobiłam. Mówią, że zdradziłam swoje korzenie pomagając wampirom- po jej policzkach spłynęły kilka łez.
- Pomożemy ci Bonnie- odparłam przytulając się do niej.

Oczami Damona:

Zostawiłem dziewczyny same, a sam pobiegłem do lasu się przejść. Za dużo się wydarzyło przez te kilka dni. Najpierw odnalezienie syna, śmierć Quinna, a teraz to. Usiadłem na ławce i zacząłem przyglądać się obłokom na niebie. Niekiedy marzę by moje życie było normalne jak każde inne. Bez dużych zmartwień, bólu, smutku, cierpienia. Ale tak się nigdy nie stanie. Jęknąłem cicho zażenowany, a po chwili wróciłem do domu. Kinga poszła odprowadzić Bonnie do domu bo nie zastałem ją nigdzie. Poczłapałem do pokoju dzieci. Je zastałem śpiące w łóżkach. Nawet jak są takie wielkie to słodko wyglądają- pomyślałem. Pocałowałem każdego w czoło, a potem zamknąłem cicho drzwi. Poszedłem do salonu, a tam opadłem na kanapę. W mojej głowie ciągle krążyły myśli kto mógł zrobić tą chmurę z werbeną. W końcu zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie siebie i Kingę bez zmartwień i kłopotów. Z tym obrazem udało mi się zasnąć.

Oczami Alice:

W końcu wyprowadzam się od mojej szalonej matki i przeprowadzam się do narzeczonego Petera. Ostatnią walizkę spakowałam do bagażnika, wsiadłam w samochód i ruszyłam do mojego ukochanego. Po paru godzinach byłam na miejscu. Wyszłam z samochodu i rozejrzałam się dookoła. Ogromny dom znajdował się w środku lasu. Za nim rozciągała się ogromna rzeka do której była przycumowana mała łódka. Wyciągnęłam z bagażnika walizki i weszłam do środka. Ściany były pomalowane na szaro-złotawy kolor. Na suficie wisiał duży żyrandol z małymi diamencikami na końcach ich rękojeści. Po długich kręconych schodach weszłam na piętro. Mój pokój był już przyszykowany. Otwarte drzwi same zachęcały do zajrzenia do środka. Weszłam i zamurowało mnie. Ogromne łóżko z baldachimem było ustawione przy ogromnym oknie tak bym mogła patrzeć wieczorem na gwieździste niebo. Na ścianie wisiały przeróżne moje i Petera zdjęcia. Jedne zdjęcie przykuło moją uwagę. Postawiłam walizki na ziemi i podeszłam do zdjęcia. Przestawiało moją dwuletnią córeczkę Hannah. Zmarła na zapalenie opon mózgowych. Po tamtym czasie nie udało mi się kolejny raz zajść w ciążę. Otarłam łzy, które zaczęły spływać po moich policzkach. Nadal nie potrafiłam się pozbierać bo jej stracie. Myśl że nadal jest z nami nie dawała mi spokoju. Nagle ktoś złapał mnie w pasie i obdarzył pocałunkiem w policzek.
- Wreszcie sami- odparł Peter.
Odstawiłam zdjęcie na półkę i obdarzyłam go czułym pocałunkiem w usta.
- Ciesze się, że w końcu jesteś przy mnie- uśmiechnęłam się do niego.
- Po ślubie będziemy tylko ty, ja i nasze dzieci- odparł.
Obym do starości urodziła- pomyślałam przytulając się do niego.

Oczami Bonnie:

Siedziałam w czterech ścianach i słuchałam jak ptaki ćwierkają za oknem. Za każdym razem, gdy chciałam pójść, gdzieś potykałam się o różne przedmioty. Dlaczego duchy obwiniają mnie za zdradę? Przecież to moi przyjaciele i zawsze im pomogę bez względu na wszystko. Jęknęłam cicho i ruszyłam się z kanapy. Po omacku znalazłam się w moim pokoju. Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Po chwili przede mną ukazała się moja babcia paląca się na stosie.
- To twoja wina Bonnie! Nie powinnaś pomagać im- te ostatnie słowa usłyszałam niż ogień nie zmienił ją w proch.
Po moich policzkach spłynęły łzy. Przez to wszystko duchy czarownic zniszczyły duszę mojej babci za to że im się sprzeciwiłam. Wstałam chwiejnie z łóżka i wyszłam na niewielki taras by zaczerpnąć świeżego powietrza. Nagle poczułam ogromny ból głowy. Złapałam się jej i krzyknęłam z bólu. Co się ze mną dzieje?

Oczami Kingi:

Następnego dnia wybrałam się z dziećmi na spacer, gdy nagle z lasu wyłoniła się jakaś parka. Śmiali się i wygłupiali. Wyglądali na bardzo szczęśliwych. Po chwili nas zauważyli i bardzo spoważnieli.
- Ma pani bardzo piękne dzieci- odparła kobieta.
- Dziękuję- odparłam zmieszana- Nigdy cię tutaj nie widziałam. Skąd jesteś?- zapytałam.
- Niedawno przeprowadziłam się tu z narzeczonym do willi w środku lasu- odparła.
- Witamy w naszym miłym i spokojnym Mystic Folls- skłamałam.
Tak na prawdę te miasto nie jest spokojne. Roi się od czarownic, wilkołaków, a przede wszystkim wampirów.
- Jestem Alice, a to Peter- odparła Alice.
- Miło mi jestem Kinga. A to Grace i Bryan.
- Dzień dobry- odparli chórem.
- Jakie są urocze- w jej oczach dostrzegłam łzy.
- Wszystko dobrze?
- Tak... Przepraszam- wytarła wierzchem dłoni łzy spływające jej po policzku- Choć Peter za bardzo się zagadaliśmy. Miło było cię poznać Kingo i twoje dzieci- odparła, gdy mnie ominęła.
Przyjrzałam się jeszcze im znikającym sylwetkom, a po chwili razem z dziećmi wróciłam do domu.

Oczami Alice:

Kiedy zobaczyłam tą dziewczynkę od razu przypomniała mi się moja mała Hannah. Była bardzo podobna do niej... Niebieskie oczka i te kręcone bujne czarne loczki. Na ten widok chciało mi się strasznie płakać. Dlaczego życie odebrało mi taki piękny skarb? Czym, że zawiniłam jej stratą? Już wolałabym żebym to ja zginęła niż ona. Pociągnęłam Petera jak najdalej od Kingi i rozpłakałam się. Peter przytulił się do mnie i pocałował w czoło.
- Ona jest taka podobna do Hannah- nie przestawałam płakać.
- Wiem kochanie. Choć mam dla ciebie niespodziankę.
Po jakimś czasie znaleźliśmy się pod centrum opieki adopcyjnej.
- Opieka społeczna pozwoliła nam zaadoptować jakąś dziewczynkę- odparł Peter.
- Na prawdę?- zapytałam ze łzami w oczach.
- Tak. Choć do środka.
Po dwugodzinnych informacjach zgodziliśmy się zaadoptować małą Rosalie. Miała pięć lat, długie do ramion blond włoski, okrągłą uśmiechniętą twarz. Nie była taka sama jak Hannah, ale gdy usłyszałam jakie musiała przeżywać męczarnie w domu zgodziłam się ją wziąć pod swój dach. Miała znaleźć się u nas za parę dni. Nie mogłam się doczekać.

Oczami Damona:

Patrzyłem właśnie na telewizor, gdy nagle do domu weszła Kinga z dziećmi. Wyłączyłem go i podszedłem do nich.
- I jak było na spacerze?- zapytałem.
- Dziwnie- odparła Kinga.
- Dlaczego?
- Poznałam niedawno Alice i Petera. Mieszkają w willi w środku lasu. Gdy Alice zobaczyła Grace po prostu się popłakała.
- Może kogoś jej przypomina. To normalne- przytuliłem ją do siebie.
- Może masz rację- odparła.
- Mam dla ciebie niespodziankę- uśmiechnąłem się do niej.
- Jaką?- zapytała.
- Zamknij oczy i nie podglądaj.
- Dobrze nie będę- odparła.
Złapałem ją za rękę i wyprowadziłem z domu. Po jakimś czasie doszliśmy do niewielkiej łodzi. Pomogłem Kindze wejść do środka. Ona nadal miała zamknięte oczy.
- A co z dziećmi?- zapytała.
- O nic się nie martw. Twój tata powiedział, że się nimi zajmie.
Więcej nie zadawała pytań. Płynęliśmy w milczeniu. Od czasu do czasu spoglądałem czy nie podgląda z pod przymrużonych powiek, ale trudno było u niej coś dostrzec. Po jakimś czasie dotarliśmy na miejsce. Pomogłem jej wysiąść, a potem z małą pomocą pociągnąłem ją w głąb lasu. Po chwili oboje się zatrzymaliśmy.
- Otwórz oczy- odparłem.
Otworzyła oczy i...

Oczami Alice:

Po godzinnym spacerowaniu po mieście po załatwionej sprawie z adopcją razem z Peterem wróciliśmy do domu. On zajął się oglądaniem meczu, a ja poczłapałam do naszej sypialni. Wyszłam na taras i usiadłam na bujanym fotelu. Przyjrzałam się milionom gwiazd. Dzisiejsza noc była przepiękna. Nie było za ciepło, nie było za zimno. Było po prostu idealne. Słyszałam pohukiwanie sowy, stukanie dzięcioła, szum wiatru, który kołysał liście drzew. Ten klimat bardzo mi odpowiadał oprócz częstych krzyków Petera do telewizora. Bardzo go kocham i gdybym miała go kiedyś stracić nigdy bym sobie tego nie wybaczyła. Nagle na dole wszystko przycichło. Nie było już słychać pohukiwania sowy, stukania dzięcioła, ani nawet szumu wiatru obijającego się o drzewa. Nawet nie było słychać buczenia telewizora, ani krzyków Petera. Zbiegłam szybko na dół. Salon spowijała ciemność. Próbowałam odnaleźć włącznik, ale ciemność była zbyt gęsta i utrudniała widoczność. W końcu odnalazłam włącznik i go włączyłam, ale światło się nie pojawiło. Zaczęłam się bać.
- Peter?- zawołałam.
Odpowiedziała mi cisza. Próbowałam wytworzyć w rękach kulę ognia, ale jak na początkującą czarownicę nic mi nie wyszło. Zła zaczęłam kolejne poszukiwania. Sprawdziłam kanapę, ale nikt na niej nie przebywał od jakiś dziesięciu minut. Potem powędrowałam do sypialni, ale Petera też tam nie zastałam. Zaczęłam się strasznie martwić. Nagle ktoś złapał mnie w pasie. Krzyknęłam przerażona i zaczęłam się szamotać. Nieznana mi osoba złapała mnie mocniej w pasie i przyciągnęła do siebie. Po chwili włączyło się światło i to co zobaczyłam przeszło wszystkie moje oczekiwania...

Oczami Kingi:

Otworzyłam oczy i moim oczom ukazał się niewielki domek w środku lasu. Za nim rozciągało się niewielkie pole porośnięte żytem i pszenicą. W środku paliły się nieliczne światła.
- Choć- Damon złapał mnie za rękę i pociągnął do środka.
Otworzył drzwi i weszliśmy do środka. Dom był niewielki, ale bardzo przytulny. W salonie znajdował się kominek w którym palił się mały ogień, który nadawał ciepłego powietrza w pomieszczeniu. Przy oknie stała niewielka zielona kanapa, a obok niej jasno brązowy stolik z drewna. Na podłodze znajdował się wełniany dywan, który sam prosił się by położyć się na nim. Cały wystój z blado niebieskimi ścianami oddawał przepiękny efekt. Postanowiłam, że jeszcze zajrzę do innych pomieszczeń. Łazienka była standardowa. Znajdowała się w nim niewielka wanna, umywalka, toaleta i szafka na kosmetyki. W drugim pokoju znajdowały się dwa łóżka tak jakby były przygotowane dla naszych dzieci. Kolory z każdym pokojem zmieniały się z zimnych barw na ciepłe. To oddawało przepiękny obraz. Na koniec zostawiłam sobie kuchnię. W nim zastałam ustrojony stolik w biały obrus, a na nim stał świecznik wraz z przygotowanymi na nim posiłkami. Z radia dobywała się cicha melodia skrzypcowa. Cały efekt dawał przyjemny nastrój.
- I co podoba ci się?- zapytał Damon obejmując mnie.
- Tak i to bardzo- odparłam.
- Czy zechce moja księżniczka zjeść ze mną wytworną kolację, którą sam przygotowałem bez żadnej pomocy.
- A mówiąc mój rycerzu bez pomocy to tak na prawdę tata zrobił.
- Moja mylady ma zawsze rację, ale nie dziś- uśmiechnął się do mnie.
Odsunął krzesło od stolika tak bym mogła usiąść. Zajęłam miejsce, a zaraz on zajął przede mną swoje miejsce. Przyglądałam mu się uważne. Z jego twarzy ciągle nie schodził uśmiech.
- Co ty znowu kombinujesz?- zapytałam.
- Nic- jego niebieskie oczy zaświeciły w blaskach świec.
Zaczęliśmy jeść spaghetti i na prawdę muszę przyznać była przepyszna. Mój mąż dobrze się spisał. Po zjedzonej kolacji zabrał mnie do naszej sypialni.
- Zamknij oczy- odparł.
- Wiedziałam- uśmiechnęłam się.
Zamknęłam oczy i czekałam na to co się stanie.
- Otwórz je.
Otworzyłam je. Przede mną stał Damon z gitarą w ręką.
- Specjalnie dla ciebie napisałem tą piosenkę.
Zaczął grać na gitarze a po chwili zaczął śpiewać:

Ref.: Pokochałem Cię całym sercem i kocham do dziś
Niczego nie pragnę więcej, tylko z Tobą być/ x2

1. Pragnę znów poczuć miłość, taką jak kiedyś
Dotykać gwiazd tak samo jak Ty
I choć to śmieszne znów oddałbym Tobie
Moje serce, moje dni
Skradnę to niebo z Twych oczu błękitne
Kocham w nim być tak samo jak Ty
I to nie ważne co inni powiedzą
W moim życiu liczysz się tylko Ty
Jesteś jedyna nie mam nic do ukrycia
Pragnę szczęścia tak samo jak Ty
Każda sekunda przy Tobie jest cudna
Przytul się mocno by nie zabrał jej nikt
To Ty, pokazałaś mi słońce i jak mam patrzeć na świat
W miłości złoty środek
W miłości złoty blask.

Ref: Pokochałem Cię całym sercem i kocham do dziś
Niczego nie pragnę więcej, tylko z Tobą być/ x2

2. Nie ma takiej drugiej dziewczyny
Co uzależnia jak nadwyżka adrenaliny
Jestem zazdrosny czasem głowę tracę
Za Tobą ogląda się każdy facet
Jesteś królową przy innych dziewczynach
Tracę zmysły, czasem mi odbija
Jesteś jedyna i jesteś wyjątkowa
Laski Cię nie lubią bo nie mogą dominować
Jesteś pewna siebie, wszędzie Ciebie pełno
Konkretna panna z urodą nieprzeciętną
Takie dziewczyny lubie, takie dziewczyny kocham
Takie dziewczyny żyją po to żeby nas omotać
W Tobie moje serce się rozpływa
A Ty je wtedy łamiesz i rozrywasz (i rozrywasz)
Ale jesteś moim skarbem (skarbem)
I mimo wszystko Ciebie kocham najbardziej.

Ref: Pokochałem Cię całym sercem i kocham do dziś
Niczego nie pragnę więcej, tylko z Tobą być/ x2

Po moich policzkach spłynęły gorące łzy. To była najpiękniejsza rzecz jaką kiedykolwiek mi ktoś zrobił. Po skończonej piosence rzuciłam mu się na szyję i razem wylądowaliśmy w łóżku. Wtuleni w siebie zasnęliśmy uśmiechnięci
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Co się stanie z Bonnie?
Wszystko w kolejnym rozdziale.
Pozdrawiam wszystkich!
 

 

13 stycznia Ian Somerhalder (Damon) pojawił się na gali Georgia Entertainment, która odbyła się w Georgii, w Atlancie. Jest to pierwsza tego typu impreza, która ma na celu uhonorowanie przemysłu telewizyjnego i filmowego w Georgii. Podczas gali Somerhalder otrzymał nagrodę Georgia Highlight Award.


ZDJĘCIA:











 

 


Gdy nagle Kinga na niego skoczyła. Odciągnęła Klausa ode mnie i zaczęła go bić. On jednak odskoczył od niej i złapał ją za szyję. Nie patrząc długo na nich poszedłem Kindze z pomocą. Odciągnąłem ich oboje od siebie i wepchnąłem orchideę Klausowi do buzi. On zakrztusił się i upadł na ziemię. Teraz miałem szansę. Zaczął się zmieniać. Już nie był potężną hybrydą tylko zwyczajnym wilkiem. Skoczyłem na niego i włożyłem rękę do jego klatki piersiowej.
- To twój koniec Klaus- wyciągnąłem rękę wraz z jego sercem.
Z jego oczu zniknęło życie. Jedynie pozostało zdziwienie widoczne w jego niebieskich oczach. Rzuciłem jego serce jak najdalej od siebie i podbiegłem do Kingi.
- Nic ci nie jest kochanie?- zapytałem.
- Nie, nie... Nic mi nie jest. Klaus nie żyje?- zapytała cicho.
- Tak... Już nigdy nie zagrozi naszemu życiu- przytuliłem ją do siebie.

Oczami Kingi:

W głębi duszy cieszyłam się, że Klausa już z nami nie ma, ale ciągle miałam obawy, że to nie koniec... Przecież tak łatwo nie można pozbyć się wroga, który prześladował cię całe życie? Coś za prosto to poszło. Odsunęłam się od Damona i spojrzałam na wyjście z domu do ogrodu. W drzwiach zobaczyłam Bryana opartego o ścianę. Przyglądał nam się uważne. Spojrzałam Damonowi w oczy.
- Damon...
- Tak kochanie?
- Pamiętasz jak oskarżałam cię o zabicie naszego syna?
- To moja wina kochanie. Nie powinienem was opuszczać. Tak nadal Bryan by żył- odparł.
- Damon... Bryan żyje... Klaus nam go zabrał.
- Jak to?- zapytał zdziwiony.
Kiwnęłam w stronę Bryana. Po chwili podszedł do nas. Damon wstał z ziemi i przyjrzał mu się dokładnie. Po chwili bardzo mocno go przytulił do siebie.
- Tato... Udusisz mnie...- odparł.
Zaśmiałam się. Damon puścił go i uśmiechnął się do mnie.
- To nadal cała rodzina w komplecie- odparł Damon.
- A co z małą Grace?- zapytał Bryan.
- Jest cała i zdrowa kochanie. Ciągle wypytywała się, gdzie jesteś. Nie mówiłam jej, że umarłeś bo na początku tak myśleliśmy, ale kiedy ciebie zobaczy będzie najszczęśliwszym dzieckiem na świecie- uśmiechnęłam się.
- Wracamy do domu?- zapytał Damon.
- Tak... Wracajmy- odparłam.
Wszyscy razem wróciliśmy do domu.

Oczami Quinna:

W końcu zostałem uwolniony od przysięgi do Klausa. W końcu mogłem odnaleźć moją ukochaną. Wsiadłem w najbliższą taksówkę i pojechałem do domu, gdzie jeszcze kiedyś mieszkała. Miałem nadzieję, że nadal tam jest i czeka na swojego ukochanego. Przyglądałem się jak za mną znika miasto, a zaczyna się las. Za parę godzin miałem ją zobaczyć. Jej piwne oczy, anielski uśmiech i te ciało, które mogło by pozazdrościć każda dziewczyna. Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie nas oboje trzymających się za ręce patrząc jak zachodzi słońce. Z takim obrazem zasnąłem w taksówce.

Oczami Rose:

W końcu Klausa nie ma. Nikt nie stanie mi na drodze do zniszczenia wszystkich wampirów. Zbyt długo czekałam na ten moment. Ale teraz mi się uda. Jedynie on stał mi na przeszkodzie do zrealizowania planu. Stanęłam w środku wody i wypowiedziałam zaklęcie. Z wody wydostała się para, która zawisła w powietrzu. Wysłałam ją w niebo by skąpała ziemię deszczem werbeną tak by wszystkie wampiry nie miały szans schować się przed nim.

Oczami Kingi:

Po jakimś czasie wszyscy byliśmy już w domu. Przywitaliśmy tatę i razem weszliśmy do pokoju gdzie spała mała Grace. Gdy tylko usłyszała jak się zbliżamy otworzyła swoje zielone oczka i spojrzała na każdego z nas. Gdy spojrzała na Bryana uśmiech powrócił na jej twarz.
- Braciszek!- krzyknęła uradowana.
Bryan podszedł do niej i wziął ją na ręce.
- Gdzie byłeś?- zapytała.
- Musiałem kochanie załatwić kilka spraw.
- Ale teraz mnie nie zostawisz?
- Nie zostawię cię. Obiecuję- przyłożył rękę do serca.
Grace pocałowała go w policzek. Bryan postawił ją na ziemi, a ona pobiegła do kuchni. Jak te dzieci szybko rosną- pomyślałam. Po chwili udałam się do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki woreczek z krwią i zaczęłam ją łapczywie pić. Nie była taka dobra jak krew prosto z żyły, ale nie chciałam pokazać rodzinie, że przez to wszystko zmieniłam się choć trochę. Spojrzałam na Grace jak tańczy razem z Bryanem w salonie i mimowolnie się uśmiechnęłam. I pomyśleć, że myślałam iż już go nigdy nie zobaczę. Wyrzuciłam pusty woreczek do śmietnika i przyłączyłam się do dzieci.

Oczami Quinna:

Przed zmrokiem byłem przy domu, gdzie powinienem zastać Natalie. Zapłaciłem taksówkarzowi i wysiadłem z samochodu. Czekałem jeszcze, aż taksówkarz zniknie za rogiem, a potem zapukałem do drzwi. Nikt nie otworzył. Pamiętałem, że zawsze Natalie zostawiała otwarte drzwi. Wszedłem do środka i pozapalałem lampy. Wnętrze nie zmieniło się od tylu lat kiedy tu ostatnio byłem. Skierowałem się do salonu. Gdy tylko przekroczyłem próg zamarłem. Na ziemi leżała pomarszczona dziewczyna. Podbiegłem do niej i odwróciłem twarzą w moją stronę. To była Natalie. W piersi miała drewniany kołek. W jej oczach malował się strach i ból. Przytuliłem jej zdrętwiałe ciało do siebie. Po moich policzkach spłynęło kilka łez. Spóźniłem się... Moja ukochana już nigdy nie uśmiechnie się na mój widok, nie przytuli mnie na powitanie, nie powie jak bardzo tęskniła za mną. Ogarnęła mnie furia. Postanowiłem odnaleźć zabójcę Natalie. Pomszczę ją. Położyłem jej ciało na kanapie i pędem wybiegłem z domu. Zaczęło padać. Parę kropel spadło na moją skórę i zaczęło palić mi ją. Zdziwiłem się bardzo. Dlaczego woda pali mnie? Nagle ogarnęła mnie myśl, że ktoś rzucił zaklęcie by deszcz lał werbeną. Najszybciej jak mnie było stać pobiegłem jak najdalej stamtąd. Nie zważałem na to czy ta dziwna chmura z deszczem za mną podąża. Szybko wróciłem do Damona. Może on będzie wiedział co z tym zrobić. Inaczej ten deszcz wszystkich pozabija.

Oczami Damona:

Przyglądałem się Kindze jak tańczyła z dziećmi. Wszyscy słodko wyglądali. W końcu Kinga zaczęła się uśmiechać. Nagle do mieszkania wbiegł Quinn. Na jego ciele pozostały wypalone blizny.
- Co ci się stało?- zapytałem.
- Ktoś zaczarował chmurę i ta teraz sprawia, że deszcz pali nas- odparł zachrypniętym głosem.
- Jak to możliwe?- zapytałem.
- Ktoś musiał rzucić na to zaklęcie. Nikt teraz nie może wychodzić z domu. Inaczej tego nie przeżyje- odparł.
Wystukałem numer do Bonnie. Odebrała po dwóch sygnałach.
- Co się dzieje Damon?- zapytała.
- Musisz nam pomóc. Ktoś rzucił zaklęcie na deszcz i on nas zabija.
- Będę za dziesięć minut- odparła i się rozłączyła.
- Quinn idź się prześpij. Jak coś się będzie dziać to ciebie zawołamy.
Pokiwał przecząco głową.
- Dam radę- próbował się uśmiechnąć, ale mu to krzywo wyszło.
- Marsz na górę, ale już- krzyknąłem.
Spojrzał na mnie gniewnie, ale po chwili poszedł na górę.

Oczami Bonnie:

Wzięłam kilka potrzebnych rzeczy z domu na wypadek gdyby były potrzebne schowałam je do torby i wyszłam z domu. Zaczęło padać. W powietrzu było czuć zapach werbeny. Ale jakim cudem on znalazł się w deszczu? Nie zastanawiałam się długo tylko poszłam do Damona. Zastałam go chodzącego tam i z powrotem po salonie. Był strasznie zamyślony. Nawet w ogóle mnie nie zauważył. Chrząknęłam cicho. Damon stanął i odwrócił się w moją stronę.
- No co tak długo?- zapytał.
- Śpieszyłam się na tyle ile potrafiłam- odparłam.
- Damon daj jej odsapnąć. Usiądź- odparła Kinga wchodząc do salonu trzymając Grace na rękach, a za nią szedł jakiś chłopak.
- Kto to?- zapytałam.
- Bonnie jak możesz mnie nie poznawać- odparł Bryan- Jeszcze się na ciebie obrażę- uśmiechnął się.
- Przepraszam, ale nie przypominam sobie ciebie.
- Synku daj wytłumaczę jej.
- Twój syn?- zapytałam.
Przyjrzałam mu się dokładnie i zdębiałam.
- Bryan?
- Bingo- zaśmiał się.
- Ale jak to możliwe.
- My tu gadu gadu, a trzeba się dowiedzieć skąd się wziął ten deszcz z werbeną- odparł zezłoszczony Damon.
- Damon- skarciła go Kinga- Klaus wszystko zaplanował tak byśmy myśleli, że on nie żyje, a tak na prawdę on nam go zabrał- odparła Kinga.
- To świetnie- uśmiechnęłam się.
- Tik, tak goni nas czas. Pośpieszcie się- warknął Damon.
- Damon zachowuj się- odparła spokojnie Kinga.
- Dziwie ci się niekiedy jak łatwo potrafisz wytrzymać jego humorki.
- Lata praktyki- zaśmiała się.
- Dobrze Damon dochodzimy do sprawy- odparłam- Znalazłam w księdze zaklęcie na to w jaki sposób możesz sprawić by deszcz padał werbeną. Jest też napisane, że jedynie by pozbyć się tego trzeba zabić wampira- odparłam cicho.

Oczami Quinna:

Siedziałem właśnie w kuchni, gdy usłyszałem rozmowy dobiegające z salonu. Stanąłem przy drzwiach i oparłem się o nie nasłuchując.
- Jak to zabić wampira by się tego pozbyć?- krzyknął Damon- Mam niekiedy taką wielką ochotę spalić tę twoją pierdoloną księgę.
- Damon bo zaraz wylecisz za drzwi, a wiesz, że mnie na to stać- krzyknęła Kinga.
Zaśmiałem się pod nosem, ale nasłuchiwałem dalej.
- Znajdziemy jakiegoś wampira i go zabijesz jaki mi tam problem- odparła Bonnie.
- Duży problem. Nie lubię zabijać swoich- warknął Damon.
- Nie moja wina. Lepiej zabić jednego wampira niż zostać spalonym przez deszcz- prychnęła Bonnie.
- Skończcie już. Mam tego dość- odparła Kinga i wyszła z pokoju.
Podszedłem bliżej nich.
- Potrzebny jest wampir?- zapytałem.
- A ty tu czego?- warknął w moją stronę Damon.
- Ja pójdę na pierwszy ognień- odparłem.
- Czyś ty oszalał do reszty!- krzyknął Damon- Istny dom wariatów- złapał się za głowę.
- Uspokój się kuzynie. Jestem gotowy na to by oddać za was życie. I tak nie mam już dla kogo żyć. Straciłem jedyną miłość nim zdążyłem ją odzyskać, u was jestem wrzodem na tyłku, więc jestem nikomu potrzebny.
- Co ty gadasz?- zapytał Damon- Jesteś dla mnie jak trzeci brat. Użeramy się nad sobą, ale kocham cię- przytulił się do mnie.
- Kim ty jesteś i co zrobiłeś z Damonem?- zapytałem.
Zaśmiał się.
- Na prawdę chcesz tego?- zapytał z powagą.
- Tak chce tego. Może Natalie odnajdę w niebie i w końcu będziemy mogli być razem.
- Dobrze- odsunął się ode mnie- Nie chce być przy tym- odparł.
Po chwili wyszedł z pokoju.
- Jesteś gotowy?- zapytała Bonnie.
- Jestem gotowy- odparłem.
Złapała kołek, który leżał na stole przygotowany już dla mnie.
- Powiedz im potem, że ich kocham i będę kochał zawsze. A Damonowi możesz jeszcze strzelić w łeb za to, że skręcił mi kark.
Zaśmiała się. Po moich policzkach spłynęło kilka łez. Bonnie podniosła kołek do góry i mocno wbiła mi go w serce. Jęknąłem z bólu. Czułem jak kołek przebija mi serce. Ogarnęła mnie ciemność... Moje ciało bez życia opadło na ziemię, a moja dusza uwolniła się i wróciła do nieba. Tam spotkałem mojego anioła... Przytuliliśmy się do siebie i pozostaliśmy w raju na zawsze.

Oczami Damona:

Po chwili Bonnie podeszła do mnie i strzeliła mnie w łeb.
- Ał! Za co to?- zapytałem.
- Ostatnie życzenie twojego kuzyna.
- Niech zginie w piekle- syknąłem z bólu, a potem spoważniałem- Mam nadzieję, że odnalazł to czego szukał- odparłem.
Po chwili dołączyła do nas Kinga.
- Gdzie jest Quinn? Szukałam go prawie wszędzie.
- Nie żyje- odparłem cicho.
- Jak to?- zapytała.
- By pozbyć się chmury potrzebowaliśmy wampira. On się zgodził by się temu podołać.
- Nie- odparła drżącym głosem- Dlaczego on?- płakała- Lubiłam go.
Przytuliłem ją do siebie.
- Wiem kochanie, ale sam tego chciał. Teraz jest w lepszym świecie- odparłem cicho.
Odsunęła się ode mnie.
- Pójdę zobaczyć co tam u dzieci- otarła łzy spływające jej po policzkach.
Po chwili razem z Bonnie poszliśmy do salonu. Przyjrzałem się ciału Quinna. Na jego ustach zastygł uśmiech tak jakby uśmiechał się do nas z góry. Ciężko było mi patrzeć na niego. Na jego nie ruszające się ciało, gdzie nie było już życia. Bonnie stanęła nad jego ciałem i wypowiedziała jakieś niezrozumiałe zaklęcie. Spojrzała na mnie z ukosa i dalej mówiła niezrozumiałe zaklęcie. Ciało Quinna podniosło się trochę tak jakby ktoś nadal zamieszkiwał jego ciało i próbował się z niego wydostać. Po chwili Bonnie otwarła oczy. Dopiero teraz zauważyłem, że przez ten czas, gdy patrzyłem na ciało Quinna ona miała zamknięte oczy. Zrobiła się blada jak ściana i upadła z głośnym hukiem na podłogę. Szybko podbiegłem do niej.
- Bonnie co się stało? Odezwij się- zacząłem ją potrząsać, ale się nie odezwała.

Oczami Kingi:

Czytałam właśnie Grace bajkę na dobranoc, gdy nagle usłyszałam ogromny huk dobiegający z salonu.
- Bryan dokończ proszę czytanie książki twojej siostrze, a ja zbiegnę i zobaczę co się stało.
Bryan posłusznie zabrał ode mnie książkę i zaczął czytać w tym miejscu w którym skończyłam. Zbiegłam na dół do salonu. Gdy zobaczyłam co się stało to... Gdybym nadal była człowiekiem zbladłabym jak ściana i otworzyła oczy tak szeroko, że same by mi wyleciały z głowy.
- Boże Bonnie- odparłam i klęknęłam przy jej ciele.
Szturchaliśmy ją mocno by w końcu się obudziła, ale nie było żadnego rezultatu...


Przepraszam że musieliście tak długo czekać ale byłam na feriach u kuzynki.
DZIĘKUJĘ CI MAGDA ZA POMOC JESTEŚ KOCHANA!!! <3

Mam nadzieję ze rozdział wam sie spodoba, proszę o komentarze.
  • awatar Gleam of hope. † !: Piękne ;* Nie mogę się następnych doczekać !! ;3
  • awatar sweet♥paradise: Jestem taka rozgarnięta, że jakoś pominęłam twój rozdział. Ostatnio mam tak mało czasu i jestem skupiona tylko na jednym. Ale postaram się być teraz na bieżąco. Omg, ale się porobiło ! Rozdział cudowny, jeden z lepszych ! Było tak dużo akcji, że nie można było w ogóle się nudzić i to lubię. Dreszczyk emocji...trochę smutku trochę strachu. Jestem pod wrażeniem, oby tak dalej ! Więcej takich rozdziałów !
  • awatar Gość: Ależ trupów w tym odcinku,aż mnie ciarki przechodziły przy czytaniu,podstęp goni podstęp,a teraz ta niepewność co do omdlenia Bonnie,czekam na ciąg dalszy,z niecierpliwością oczywiście... :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Kolejne losy bohaterów...
Mam nadzieję że następny rozdział wam się spodoba.

POZDRAWIAM WAS WSZYSTKICH SERDECZNIE!

 

 


OCZAMI DAMONA:

- Co ty tu robisz?- zapytałem.
- Wiem, że szukasz lekarstwa- odparła Rose.
- Skąd to wiesz?
- Wyczuwam to- odparła.
- Daj mi przejść, albo jeszcze raz skręcę ci kark.A tak właściwie kto cię uratował.
- Mam więcej asów w rękawie niż ci się wydaje- uśmiechnęła się.
- Gdzie jest lekarstwo.
- Tam, gdzie go nigdzie nie znajdziesz- odparła.
- Jeżeli nie chcesz mi powiedzieć sam sobie znajdę.
Ominąłem ją i poszedłem dalej.
- Nigdy ci się nie uda. Dobrze go strzeże- odparła za mną Rose, a potem zniknęła.

OCZAMI QUINNA:

Obudziłem się jakieś piętnaście minut później. Damona już nie było. Zrezygnowany wróciłem do Klausa.
- Gdzie jest Damon?- zapytał, gdy tylko przekroczyłem próg jego domu.
- Były drobne komplikacje i skręcił mi kark- odparłem- Potem już nie wiedziałem, gdzie poszedł.
Klaus wstał i podszedł do mnie.
- Ty nigdy nic nie potrafiłeś dobrze zrobić- odparł i rzucił szklanką o ścianę.
- To nie moja wina, że mi zniknął- odparłem cicho.
- Mam nadzieję, że mu się uda odnaleźć te lekarstwo. Bardzo tego potrzebuje.
- Dostaniesz go. Dopilnuje tego.
- Tak samo jak dopilnowałeś Damona. Nie dziękuję, ale sam sobie dam radę. Lepiej się zajmij jego żoną, a mnie pozostaw sprawy Damona.
Mruknąłem coś pod nosem i poszedłem do Kingi. Na jej twarzy została zaschnięta krew.
- Chce jeszcze. Chce jeszcze więcej krwi- powtarzała ciągle.
Nie mogłem patrzeć na to jak ona cierpi. Co we mnie wstąpiło, że zacząłem współpracować z Klausem?

150 lat temu...
Spacerowałem sobie z Natalie po lesie, gdy nagle z krzaków wyłonił się szary wilk. Chciałem ją sam obronić przed nim by on jej nie zaatakował, ale byłem za słaby. Wilk skoczył na Natalie i wgryzł jej się w szyję. Odciągnąłem go od niej i połamałem mu kości. Zabrałem Natalie na ręce i szybko wybrałem się do rodziny pierwotnych bo tylko u nich mogłem znaleźć lekarstwo na uleczenie Natalie.
- Uleczę Natalie pod warunkiem, że będziesz mi oddany na wieczność- odparł Klaus, gdy go poprosiłem o pomoc.
Nie miałem innego wyboru, więc się zgodziłem. Nie chciałem stracić Natalie. Za bardzo ją kochałem.

Teraz...
Od tamtego czasu, kiedy ją wyleczył nie widziałem jej na oczy. Straciliśmy kontakt. Nasza miłość zniknęła jak za dotknięciem magicznej różdżki. Od tamtego czasu minęło wiele lat i nadal ją kocham. Gdybym mógł rzuciłbym to wszystko i spróbował ją odnaleźć, ale obiecałem, że będę zdany na łaskę Klausa. Jeżeli on powie, że mogę odejść bez zastanowienia go zostawię. Teraz nie widzę innej opcji jak tylko czekać na to, aż zdarzy się cud. Podszedłem do lodówki i wyciągnąłem woreczek z krwią. Podałem go Kindze i wyszedłem z domu.

OCZAMI DAMONA:

Zatrzymałem się na jakiś czas w hotelu. Musiałem odpocząć i pomyśleć, gdzie mogę znaleźć lekarstwo. Postanowiłem się zdrzemnąć godzinę. Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie Kingę, ale zamiast tego to pojawił się mój brat Stefan.
- Co ty robisz w moim śnie?- zapytałem.
- Przyszedłem ci powiedzieć, gdzie możesz znaleźć lekarstwo.
- A ty mi to mówisz ponieważ...?
- Ponieważ zrobiłem dużo błędów w swoim życiu, które potem doprowadziły do mojej śmierci. Gdybym jeszcze żył chciałbym wszystko naprawić. Chciałbym poprawić nasze stosunki bracie.
- Ojej jakie to wzruszające zaraz się popłaczę- odparłem sarkastycznie.
- Wiem teraz co myślisz o tym wszystkim, ale na prawdę uwierz w to co mówię. Lekarstwo znajdziesz w zachodnich Chinach niedaleko rzeki Huang He. Tam w grocie znajdziesz lekarstwo.
- Dzięki bracie- uśmiechnąłem się.
- Mam nadzieję, że zawsze będziesz szczęśliwy przy Kindze- odparł na pożegnanie, a potem znikł.
Otworzyłem szeroko oczy.
- No to czeka nas podróż do zachodnich Chin- odparłem sam do siebie.

Oczami Kingi:

Gdy przebywałam u Klausa myślałam, że mijają wieki. W gardle ciągle paliła mnie żądza krwi. Chciałam wyrwać się z tych lin i nie ważne na kogo bym natrafiła wbić mu się w żyłę i pić gorący płyn tak by zaspokoić pragnienie.
- Wypuść mnie wreszcie Klaus stąd.
- Z miłą chęcią tylko jak dostane tego czego chce- odparł wchodząc do salonu.
- Gówno mnie to obchodzi czego chcesz. Potrzebuje krwi, potrzebuje dużo krwi, która zagłuszy palący żar w moim gardle- odparłam.
Klaus pstryknął palcami, a po chwili do salonu wszedł mężczyzna. Wbił mu się w tętnice i zostawił by jego krew spływała po szyi. Mimowolnie poczułam się lepiej. Szarpałam się tak by dostać się do jego szyi i zaspokoić głód. Klaus kolejny raz pstryknął palcami, a mężczyzna podszedł do mnie. Zlizałam z jego szyi krew. Poczułam jak moje oczy zmieniają się na skutek czucia krwi. Wbiłam mu się w szyję i zaczęłam pić tak długo, aż w mężczyźnie nie została ani jedna kropla krwi. Rzuciłam jego bezwładne ciało na ziemię.
- Chce jeszcze- krzyknęłam- Chce więcej.
Klaus uśmiechnął się i kolejny raz pstryknął palcami.

OCZAMI KLAUSA:

Kinga schodziła na ciemną stronę mocy. Bardzo mi się to podobało. Nagle ktoś zadzwonił.
- Mam nadzieję, że masz dla mnie dobre wieści- odparłem.
- Wiem, gdzie znajdę te zasrane lekarstwo. Znajduje się w zachodniej części Chin niedaleko rzeki Huang He w grocie.
- Dobrze- uśmiechnąłem się- Znajdę kilka hybryd, które są pod ręką i pożyczę ci je. Jeżeli choć jeden mi zginie to wiedz, że będę łamał twoje kości tyle ile ich było- odparłem i rozłączyłem się.

OCZAMI DAMONA:

Rozłączył się. Postanowiłem nie czekać na jego kompanów tylko działać. Inaczej nie odzyskam szybko Kingi. Po paru godzinach znalazłem się na miejscu. Grotę zasłonił ogromny głaz. Miałem niewielkie trudności z jej przesunięciem, ale dałem radę. Z groty powiewał zimny wiatr. Nie zastanawiając się długo o konsekwencjach jakie mogą mnie czekać wszedłem do środka. Światło jedynie docierało przez małe szparki w ziemi. Wszedłem wgłąb jaskini. Nagle zobaczyłem jasne światło docierające z końca groty. Powoli podszedłem i zdębiałem z wrażenia. Wokoło spływał wodospad wody do małej rzeki po środku jaskini. Na środku na kamieniu był biała orchidea.
- Czyli pewnie to musi być te lekarstwo- pomyślałem.
Podszedłem do rzeki i przyjrzałem się tafli wody. Nagle za mną pojawiła się jakaś postać. Odwróciłem się i kopnąłem ją z całej siły w brzuch. Mężczyzna podniósł się i natarł znowu na mnie. Odskoczyłem mu i zrobiłem kolejny atak. Przewróciłem go i wpadł do wody. Nagle z kolejnych stron otoczyli mnie mężczyźni. Jeden przykuł moją uwagę. Przyjrzałem mu się dokładnie.
- Erik to na prawdę ty?- podszedłem do niego.
- Kim ty jesteś?- zapytał.
- Nie pamiętasz mnie, ale kiedyś się tobą opiekowałem. Potem to wszystko się zmieniło...
- A tak pamiętam. To ty zabiłeś moją matkę.
Skoczył na mnie i zaczął mnie okładać pięściami. Zepchnąłem go z siebie i czekałem na jego atak. Nagle znikąd pojawiła się Rose.
- No brawo. Twój przyrodni syn cię bije za to, że nim się opiekowałeś. Ładnie- uśmiechnęła się- Brać go.
Mężczyźni wraz z Erikiem otoczyli mnie i złapali. Przywiązali mnie liną nasączoną werbeną.
- Kto ci pomógł to miejsce znaleźć?- zapytała czarownica.
- Nie twój zasrany interes- syknąłem.
- Gadaj.
Wdarła się do mojego mózgu i nakazała odpowiadać. Starałem się jak mogłem nic nie mówić, ale ona była ode mnie silniejsza.
- Stefan odwiedził mnie w śnie i powiedział, że tu znajdę lekarstwo- odparłem przez zęby.
- Ładnie, ładnie. A wiesz trochę się zabawie. Poczujesz niewielki ból- uśmiechnęła się.
Wypowiedziała jakieś niezrozumiałe zaklęcie i zacząłem się wić z bólu. Werbena na skutek poruszenia zaczęła mi palić skórę. Po godzinie męczarni w końcu dała mi odetchnąć.
- Co ty chcesz ode mnie- odparłem przez zaschnięte gardło.
Przez to wszystko gardło mnie tak paliło z pragnienia krwi, że nie ważne kogo bym zabił, ale zaspokoiłbym swoje pragnienie. Rose zaczęła koło mnie krążyć, a po chwili odparła...
- Dam ci te lekarstwo, ale pod jednym warunkiem... Dasz Klausowi orchideę i postarasz się tak by zmienił się tylko w wilka.
- Przecież to nie możliwe... Jest potężną hybrydą, a takie lekarstwo może na niego nie zadziałać.
- Uwierz mi zadziała. Na każdego działa- uśmiechnęła się- Pozwalam ci zerwać kwiat pod warunkiem, że go zmienisz i zabijesz. Jak nie odnajdę cię i sama zniszczę.
Mruknąłem coś pod nosem i zgodziłem się. Podszedłem do wody i wyrwałem orchideę. Odwróciłem się i już nie było nikogo w grocie. Kiedy wyszedłem z groty zauważyłem kilku turystów. Długo się nie zastanawiałem i zacząłem polowanie na nich.

Oczami Kingi:

Gdy w końcu się nasyciłam Klaus przeniósł mnie do innego pokoju. Z zakrwawioną twarzą znalazłam się przed jakimś bardzo umięśnionym mężczyzną, który miał ranę na ramieniu a z niej sączyła się krew. Oblizałam wargi. Chciałam go zaatakować, ale gdy się odwrócił zdębiałam. Jego twarz przypominała twarz Bryana. Podeszłam do niego bliżej i przyjrzałam mu się.
- Bryan...
- Tak?- zapytał.
- To ja Kinga... Twoja mama...
- Mama?
- Tak kochanie- zaczęłam płakać- To ja twoja mama- przytuliłam go do siebie.
Nie zważałam na zapach krwi jaka z niego płynęła. Byłam bardzo szczęśliwa, że tak na prawdę nie zginął. Nagle coś sobie uświadomiłam...
- Myślałam, że cię straciłam na dobre, a tak na prawdę Klaus mi ciebie odebrał.
Wstąpił we mnie gniew. Wyważyłam drzwi i zaczęłam szukać Klausa. Znalazłam go w ogrodzie. Jak najciszej zbliżyłam się do niego i skoczyłam...

OCZAMI DAMONA:

Byłem już niedaleko domu Klausa, gdy usłyszałem ogromny huk. Pobiegłem szybko tam skąd dochodził wybuch. Klaus stał po środku ogrodu, a Kinga leżała przy ścianie. Klaus zaczął się do niej zbliżać. Włożył jej rękę do klatki piersiowej i chciał jej wyrwać serce, gdy wreszcie wydusiłem z siebie głos...
- Mam te lekarstwo nie rób jej krzywdy- krzyknąłem.
Klaus odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął się. Po chwili był już przy mnie.
- Widzę, że udało ci się go znaleźć- uśmiechnął się.
Już chciał wziąć orchideę do ręki, gdy nagle...
  • awatar Justysia15: Czzekam na next.
  • awatar sweet♥paradise: Jak ci się udaje czytać te żółte komentarze ? Ja wymiękam xD A wracając do rozdziału... Kinga zła ? Oh nie, tylko nie to. Pisz szybko nowy !
  • awatar – ♣ Stand By Me ♥: Świetny blog zapraszam do mnie i zachęcam do komentowania wpisów ;* / pozdrawiam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Pozdrawiam wszystkich czytelników i życzę wam wszystkiego najlepszego w nowym roku !









 

 
Mam do was pytanie,zwykła ciekawość...
Kogo wolicie z braci Elijah'a czy Klausa ?
Napiszcie dlaczego i czym się sugerujecie wybierając. ;D

Moim zdaniem Elijah,ponieważ jest według mnie przystojniejszy ,a poza tym bardziej dojrzalszy i myśli bardziej racjonalnie.

Z góry dziękuję za odpowiedzi <3
  • awatar oasis of everything: Obaj bracia są fajni, każdy z nich ma plusy. I minusy :D Elijah jest przystojny, ale zbyt prostolinijny. Klaus - cudowny akcent, przystojny, czarny charakterek :D Minusem jest to, że zbyt mało zabiega o Caroline - a byłaby z nich świetna para. ;) Zdecydowanie w tym zestawieniu wybieram Klausa ;)
  • awatar Alis17: Elijah :) A dlatego On, bo bardzo mi się spodobał, to Jego zachowanie, styl mówienia, ach :) Cudowny jest :)
  • awatar ♥ DELENA ♥: Oboje lubię za co innego. Elijah za honorowość, dojrzałość, wygląd, ale doceniam również Klausa za jego irracjonalność, nieprzewidywalność i nutkę szaleństwa :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Witam!..

Chciałabym was zachęcić do tego abyście w wolnej chwili odwiedzili blog jednej z blogerek.
Ma bardzo mądre i pouczające cytaty.

http://wampirowalaleczka.pinger.pl/

Dziękuję w jej imieniu i pozdrawiam wszystkich,
jesteście wspaniali!
BUZIACZKI<333
 

 
Oczami Quinna:

Trudno mi było zaciągnąć oba ciała do Klausa, ale jakoś dałem radę. Klaus spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
Klaus:Nieźle. Dobra robota. Podoba mi się to- odparł.
Quinno co ci Kinga?- zapytałem.
Klausowiesz się w swoim czasie- uśmiechnął się.

Oczami Klausa:

Nie chciałem mówić jeszcze Quinnowi co zamierzam. Za wielka z niego papla. Spojrzałem na mapę. W środkowej Azji, gdzieś tam jest lek na wampiryzm, który potrzebuję by wyleczyć Kingę. Jej krew potrzebna mi jest do tworzenia nowych hybryd po tym jak straciłem Elenę. Cieszy mnie to, że mogę odzyskać szansę na stworzenie armii. Nagle usłyszałem wybuch. Zbiegłem szybko na dół. Z kuchni pozostały porozrywane deski od wybuchu. Z kłębi dymu wyszła ona. Przepiękna jak zawsze...

Oczami Damona:

Otworzyłem oczy i rozejrzałem się dookoła. Moja głowa pulsowała z bólu. Znajdowałem się w jakimś osobnym pomieszczeniu bez żadnych okien i drzwi. Spojrzałem w górę. Nade mną było wyjście. Spróbowałem je otworzyć, ale zaraz tego pożałowałem. Drzwi nade mną były posmarowane werbeną.
- Więc muszę siedzieć w tej dziurze- odparłem sam do siebie.

Oczami Kingi:

Otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Byłam przywiązana do krzesła liną posmarowaną werbeną. Próbowałam się uwolnić, ale za każdym razem odczuwałam okropny ból. Jedynie zostało mi czekanie. Nagle ktoś wszedł do pokoju. Był to nie kto inny tylko Katherine. Zmierzyłam ją wzrokiem od stóp po samą głowę. Nic się nie zmieniła. Wyglądała tak samo jak ta podstępna suka Elena.
Katherine: No, no, no widzę, że Klaus znalazł inną zdobycz, która pozwoli mu stworzyć hybrydy- zerwała mi z ust taśmę klejącą.
- Nie wiedziałam, że spotykacie się ze sobą. Jest dobry w łóżku czy raczej nie?
Podeszła do mnie i wbiła mi nóż w nogę.
Katherine:Nie powinno cię to interesować- warknęła.
Syknęłam z bólu. Jak ja jej nienawidzę- pomyślałam.
- I co teraz mnie zabijesz za to?- zapytałam.
Katherine:Oj nie. Już się nie mogę doczekać, aż Klaus znajdzie tego czego szuka i wypuści z ciebie całą krew- uśmiechnęła i zniknęła.

Oczami Katherine:

Gdybym mogła od razu zabiłabym tą smarkule. Za kogo się ona uważa? Opanowałam nerwy i z uśmiechem na ustach poszłam do Klausa. Złapałam go w tali i pocałowałam w policzek.
Katherine:I co mój zły złoczyńca teraz robi?- zapytałam.
Klaus:Zastanawia się co tu robisz- odparł.
Katherinerzyszłam zobaczyć co ty znowu kombinujesz i czy mam szanse jakieś u ciebie.
Klauso pierwsze nie twoja sprawa co kombinuje, po drugie tamto co się zdarzyło ostatnim razem to był tylko przelotny romans nic więcej.
Katherine:Więc ja troiłam się by pokazać ci jak mi się podobasz, a teraz mi mówisz, że nic z tego nie ma?- krzyknęłam.
Klaus:Oj nie złość się tak bo nabawisz zmarszczek- odparł.
Wkurzyłam się. Naskoczyłam na niego, ale on był szybszy. Wbił mi kołek w serce. Moja skóra pomarszczyła się.
Katherine:Zapłacisz mi w piekle- odparłam i upadłam martwa na ziemię.

Oczami Kingi:

Słyszałam jedynie urywki zdań pomiędzy Klausem i Katherine, ale jej upadek usłyszałam bardzo dobrze. Ucieszyłam się, że jej już nie ma. Jeden kłopot z głowy pozostał drugi. Po chwili do salonu wszedł uśmiechnięty Klaus.
- Gdzie jest Damon?- zapytałam.
Klaus:Tam, gdzie go nie znajdziesz- odparł.
Próbowałam się uwolnić, ale nic to nie dało. Całą skórę miałam poparzoną przez werbenę.
Klausrzestań się tak szamotać. Potrzebna mi jesteś.
- Do tworzenia durnowatych hybryd nie dziękuję, ale się nie pisze- odparłam.
Klaus:Nie masz za dużego wyboru. Ups... Nie masz żadnego wyboru- uśmiechnął się.
Jak ja bym chciała wymazać ten jego głupi uśmieszek z twarzy. Wnerwia mnie, a gdy ktoś mnie wkurza nie wychodzi z tego najlepiej.

Oczami Damona:

Siedziałem w tych ciemnościach jakąś godzinę, a wydawało mi się, że całą wieczność. W końcu ktoś zaczął otwierać drzwi. Byłem przygotowany i gdy drzwi się otworzyły uderzyłem kogoś mocno w nos. Usłyszałem chrupnięcie połamanej kości. Wspiąłem się na górę i zobaczyłem kogo uderzyłem. Był to mój kochany kuzynek Quinn. Złapałem go za szyję i wyrzuciłem przez okno. Niż się obejrzałem leżałem na ziemi przygnieciony przez Klausa.
Klaus:Jeżeli spróbujesz mnie z siebie zrzucić to twoja żona zginie- odparł.
Damon:Czego od nas chcesz?- zapytałem.
Klaus:Tak się dobrze składa, że mam mapę do ciekawego skarbu i jesteś mi do tego potrzebny.
Damono co? Gdzie jest haczyk?
Klaus:Musisz dla mnie zdobyć pewną rzecz, która jest strzeżona przez najpotężniejszą czarownicę i niezwyciężoną piątkę.
Damon:A ja ci jestem potrzebny by odwalić za ciebie robotę, a ty tylko byś mógł spić śmietankę?
Klaus:To ty tak uważasz- uśmiechnął się.
Damon:Jesteś nieznośny wiesz?
Klaus:Miło mi to słyszeć- odparł- Jeżeli tego nie zrobisz to wiedz, że coś nieciekawego spotka twoją żonę.
Damonobra, dobra zrobię wszystko, a teraz złaź ze mnie- warknąłem.
Wstał ze mnie i poszedł zobaczyć co się stało z Quinnem. Podszedłem do niego od tyłu i chciałem ogłuszyć na kilka minut by uciec z Kingą, ale mnie uprzedził. Przywarł mnie do ściany i włożył rękę do klatki piersiowej by wyciągnąć moje serce.
Klaus:Spróbujesz jeszcze raz, a twoja żona już nigdy nie ujrzy ciebie na oczy- puścił mnie.
Zacząłem ciężko dyszeć.
Damon:Gdzie masz tą cholerną mapę?- zapytałem nie przestając dyszeć.
Klaus:Na stole- odparł nie zwracając na mnie uwagi.
Podszedłem do stołu i dokładnie przyjrzałem się mapie.
Damon:To coś znajduje się w środkowej Azji?
Klaus:Tak - odwrócił się do mnie i posłał mi uśmiech.
Zakląłem pod nosem i zapamiętałem potrzebne informacje.
Klaus:Towarzyszyć ci będzie Quinn. Nie chce byś coś kombinował tylko byś odnalazł moją rzecz- odparł.
No pięknie. I musiał mi dać akurat tego cholernego Quinna. Nie obraziłbym się, gdyby dał mi kogoś innego, a nie tego smarkacza. Jęknąłem w duchu. Razem wyruszyliśmy w podróż.

Oczami Caroline:

Tyler powiedział mi, że Klaus przetrzymuje Kingę.
Wiedział to ponieważ jeden ze strażników jest wilkołakiem ,kumplem Tylera,więc do poinformował. Ubrałam się szybko i pobiegłam do Klausa. Gdy byłam pod jego drzwiami zaczęłam intensywnie w nie walić. Po chwili otworzył mi je sam Klaus.
Klaus:Witaj Caroline. Co cię tu sprowadza.
Caroline:Już ty dobrze wiesz po co tu jestem- warknęłam- Oddaj mi moja przyjaciółkę.
Klaus:To wykluczone- zamknął mi drzwi przed nosem.
Wkurzyłam się. Chciałam boleśnie skręcić mu kark jeszcze zamknął mi drzwi przed nosem. No po prostu ekstra. Zła pobiegłam do Bonnie i wszystko jej opowiedziałam.

Oczami Bonnie:

Gdy usłyszałam od Caroline co się stało od razu zaczęłam szukać zaklęcia bym mogła porozumieć się z Kingą. Po jakieś godzinie w końcu znalazłam zaklęcie, które mnie interesowało.
Bonnie:Caroline usiądź na podłodze na przeciwko mnie i złap mnie za ręce.
Zrobiła co jej kazałam.
Bonnie:A teraz myśl o Kindze i że chcesz wejść do jej mózgu by z nią porozmawiać.
Caroline skupiła się na tym co jej powiedziałam, a ja zaczęłam wypowiadać zaklęcie. Po jakimś czasie wdarłam się do myśli Kingi.
Bonnie::Kinga żyjesz?- zapytałam.
- Tak, ale jak cię słyszę?
Bonnie:Jestem czarownicą. Pamiętasz? Nic dla mnie nie jest trudne. Przejdźmy do rzeczy. Co się stało, że cię nie ma?
-Quinn kuzyn od Damona zdradził nas i oddał nas Klausowi".
Bonnieo co?- zapytałam".
-Wiem tylko tyle, że Klaus odnalazł mapę do jakiegoś lekarstwa i że jak mi ją poda to będę znowu człowiekiem i sprawie, że znowu będą powstawać nowe hybrydy. Dlaczego ja muszę mieć sobowtóra?".
Bonnie:Spróbujemy cię jakoś stamtąd wyciągnąć. Trzymaj się- urwałam kontakt.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na Caroline.
Caroline:I co się dowiedziałaś?- zapytała.
Bonnie:Znaleźli lekarstwo.
Caroline:Na co?
Bonnie:Na wampiryzm...

"Siedziałam nadal przywiązana do krzesła,byłam głodna. Od kilku godzin nie piłam ludzkiej krwi.
Nagle poczułam ten zapach... Świeżej,jasno-czerwonej i świeżej cieczy,która była mi tak potrzebna. Nagle przed moimi oczyma pojawił się Klaus z jakimś nieznanym mi mężczyzną.
Był on cały pokrwawiony. Miał rozciętą klatkę piersiową po której powoli lecz płynnie kropla krwi.
Klausomyślałem że jesteś głodna, mam rację?
-Nie...Zabierze go stąd.
Klaus:Wiem że chcesz ,pragniesz krwi..Chcesz uschnąć z pragnienia i już nigdy nie zobaczyć Damona?-Nie chciałam zabijać niewinnego człowieka,ale Klaus,miał plan jak mnie do tego zmusić. Przybliżył mi swoją rękę,na której widniała kropla krwi nieznajomego... Próbowałam nie patrzeć na to,ale mój węch zawiódł.
Gdy poczułam jej zapach, moje zmysły zaczęły szaleć. Moje oczy nieświadomie zmieniły się w bezduszne spojrzenie. Nawet nie wiem kiedy znalazłam sie tuż obok mężczyzny,który był przerażony...Nie został zahipnotyzowany.
Wyrywał się, krzyczał z bólu,ale byłam zbyt głodna by zważać na jego słowa...
Ciepła ciecz którą wyssałam z jego ciała do końca,zaspokoiła mój głód,ale było mi żal mojej ofiary...

OCZAMI KLAUSA:

Mój plan się powiódł. Gdy Damon wróci, będzie miał dużo problemów z żoną. To cudowne widzieć jak nowy zły charakter ujawnia się na twoich oczach...


Oczami Damona:

- Daleko jeszcze?- zapytał Quinn.
Damon:Tak.
Quinnaleko jeszcze?
Damon:Tak.
Quinnaleko jeszcze?
Damon:Zamknij się.
Zapadła cisza, ale nie na długo.
Quinnaleko jeszcze?
Damonrzestać mi tu jęczeć, albo skręcę ci kark.
Quinnrzestań jęczeć bo skręcę ci kark- zaczął mnie przedrzeźniać.
Damon:Jesteś jeszcze gorszy niż miałeś pięć lat- odparłem.
Quinn:Jesteś jeszcze gorszy...- nie wytrzymałem.
Zatrzymałem samochód, wysiadłem z niego aby opanować gniew,po chwili za mną wyszedł Quinn i nadal grał mi na nerwach.Przywarłem go do drzewa i już trzymałem ręce na jego głowie by w końcu mieć go z głowy.
Quinn:Ok, ok przestaje. Nie bij mnie- odparł.
Damon:Masz szczęście, że jestem jeszcze miły bo już dawno leżałbyś pod drzwiami domu Klausa bo ja ciebie szczerze nienawidzę.
Quinn:Niby za co?- zapytał.
Damon:Już sam wiesz za co.
Quinn: Aaaa... Teraz pamiętam. Nadal jesteś zły, że w dzieciństwie zabrałem ci tego różowego jednorożca i rozerwałem na strzępy?
Damonamiętaj jak komuś powiesz o Perełce to już nie żyjesz- syknąłem.
Quinn:Nie wiedziałem, że ten jednorożec miał imię. Jakie to słodki. Mogli ci wtedy zakładać sukienki i dawać peruki. Świetna by była z ciebie dziewczyna- uśmiechnął się.
Damonrzegiąłeś- rzuciłem się na niego.
Zacząłem go bić, ale ten ciągle się śmiał.
Damon:Mam cię dość- skręciłem mu kark.
Dlaczego tego od razu nie zrobiłem?- zapytałem sam siebie.
- Oj Damonie starzejesz się. Nawet ciebie nie poznaje- odparła czarownica.
Odwróciłem i zamarłem.
- Myślałem, że zabiłem cię 150 lat temu- odparłem.
- Mnie tak łatwo nie da się pozbyć- uśmiechnęła się.
  • awatar Rosalie ღ: Rozdział boski!!!! Wszystko jest super wymyślone i wgl ;))) . To z jednorożcem ..xd hahaha zajebisty moment . Długi rozdział i bardzo fajny ^^ . Katherina nie żyje .;D szkodaa .Quinn nie żyję superr ;D wkurzał mnie ten palant ;D Super rozdział !!! czekam na nową notkę ;* I ♥ Perełka. xd haha
  • awatar Wanna be young forever: Moment z Perełka najlepszy XD Rozdział bardzo dobry, długi i ciekawy ;) Szkoda mi Kath chociaż była suka to ja lubiłam. Czekam na kolejny!
  • awatar neens: haha świetne :D czekam na więcej :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Następne losy bohaterów.
Bardzo serdecznie pozdrawiam czytelników ;D
  • awatar sweet♥paradise: Jak fajnie, już nie mogę się doczekać :D W wolnej chwili zapraszam do siebie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Gdy zobaczyłam zwiastun nowego filmu z Ianem pt. "Time Framed", od razu zaczęłam szukać go na internecie.
Ian znów pokazał swoje umiejętności aktorskie.
Zapraszam do obejrzenia trailera!

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 


Gdy zgodziłam się na jej propozycję,aby oddać
Starsza kobieta złapała mnie za rękę i po chwili znaleźliśmy się u niej w domu.
"Jak to zrobiłaś?"- zapytałam.
-Teleportacja to świetna zabawa- uśmiechnęła się.
Podeszła do księgi i zaczęła wymieniać składniki.
- Podasz mi takie rzeczy dziecinko. Oko traszki, zioła, pazury tygrysa i coś co należy do Damona.
Znalazłam potrzebne rzeczy i podałam je jej. Z torebki wyciągnęłam grzebień który należał do Damona i podałam go jej. Kobieta wrzuciła do niewielkiego kociołka rzeczy i wypowiedziała zaklęcie.
- Under which I perceive you were given voice by Damon saw his mistakes.
Skierowała swoje ręce w moją stronę. Zobaczyłam żółte światło, które unosi się z mojej krtani w górę. Po chwili czarownica trzymała mój głos.
- Żeby go odzyskać prawdziwy pocałunek to sprawi- odparła, a ja wróciłam w te same miejsce, gdzie ostatni raz ją widziałam.

Oczami Damona:

Siedziałem samotnie w salonie i rozmyślałem nad tym wszystkim. Nagle przede mną pojawiła się jakaś starsza kobieta.
Damon:Co ty tu robisz?- zapytałem.
- Przyszłam ci pokazać ciebie- wypowiedziała jakieś niezrozumiałe zaklęcie i rzuciła we mnie czymś czerwonym.
Poczułem jak oczy mi się zamykają i osunąłem się na ziemię.

,,- Damon co ty wyprawiasz?- zapytała Kinga.
- Spędzam czas z moją żoną.
Odwróciłem ją tyłem, więc jej brzuch lekko wbijał się w kant komody. Oparła się rękami o ciemne drewno i zacisnęła palce na blacie, kiedy wszedłem w nią krótkim, szybkim ruchem.
Jęknęła głośno, czuła za pewne jednocześnie ból i przyjemność, gdy coraz szybciej poruszałem się w jej ciele.
- Kochanie mam nadzieję,że nie zapomnisz tej chwili - wyszeptałem do jej ucha, głośno dysząc.''

,, Damon wbił kły jak najgłębiej. Krzyknęłam najgłośniej jak tylko potrafiłam. Jednak zrobiłam błąd ,bo on jeszcze bardziej się po tym nakręcił. Spijał ze mnie czerwoną ciecz powoli. Zdawało mi się,że napawał się tym.''

,, Ze stołu wyrwałam nogę i w szybkim tępię zbliżyłam się do Damona. On spojrzał na mnie błagalnie, ale zaraz po chwili na jego twarzy pojawił się gniew. Wstał szybko i przycisnął mnie do twarzy.
Damonlaczego się do mnie nie odzywasz? Pożałujesz tego! - poczułam jak z mojego palca ściąga pierścień.
- Co ty wyprawiasz?"- zapytałam.
- Daje żonie to na co zasłużyła.
Odsłonił obok mnie zasłonę zakrywające okno. Krzyknęłam, gdy promienie słońca dotknęły mojej skóry."

,,Nagle w szybkim tempie znalazł się obok mnie. Chwycił mnie za szyję i lekko przyciskał do ściany. Zaczęłam się go bać,jednak nie wiedziałam jaki jest powód.
- Nie zawsze muszę być miły...Jasne?
Przyznaj się...Przyznaj się do tego,że mnie zdradziłaś!
- Co?...Kto ci naopowiadał takich głupstw
- Będziesz kłamać? Wszystko wiem,teraz już nie musisz się z tym kryć.
- Co wiesz? Ja niczego przed tobą nie ukrywam.
- Gdy dzisiaj rano poszłaś do Caroline widziałem cię z jakimś kolesiem. A teraz gdy znów wyszłaś,obudziłem się i poszedłem cię szukać
- Szpiegujesz mnie?
- Nie. Chcę znać prawdę. Z kim się teraz spotkałaś? Bo stanę się bardzo zły...Mów!
- Nie spotkałam się z żadnym facetem. -Nagle Damon wbił bardzo mocno swoje kły w moją szyję.
Czułam jak rozrywają się wszystkie żyły.
- Co ty robisz,zabijesz mnie..."

,, Minęło kilka dni odkąd Damon zamknął mnie i Caroline w piwnicy. Przychodził tylko do nas by dać nam krew i wychodził zamykając nas na klucz".

Te wszystkie obrazy jakie widziałem szybko się zmieniały co chwila. Co nową wizję uświadamiałem sobie jak traktowałem Kingę. Co ja narobiłem... Zamiast słuchać samego siebie słuchałem głosu swoich kolegów. I przez to wszystko tak się zmieniłem. Co chwila widziałem płacz Kingi i jej strach w oczach. Chciałem ją przytulić i uświadomić, że nic już jej nie zrobię, ale moje ciało mnie nie słuchało i robiło co chciało. Otworzyłem szeroko oczy i rozejrzałem się dookoła. Starsza kobieta przyglądała mi się uważnie.
- Mam nadzieję, że wiesz jak ją traktowałeś- odparła i zniknęła.
Tak wiem już jak ją traktowałem. Chciałem ją odnaleźć i pokazać jej, że wiem co ja wyprawiałem. Chciałem ją przytulić i zapewnić, że już nigdy jej nie skrzywdzę. Wiedziałem, że to będzie trudne. Nie zapomni na długo tego co jej zrobiłem, ale liczyłem na to, że kiedyś może mi to wybaczy. Pobiegłem do Bonnie z myślą, że ona tam może by


"Postanowiłam, że przenocuje kilka dni u Bonnie. Kiedy wreszcie byłam przy jej domu zastałam Caroline w domu. Zapukałam do drzwi, a po chwili Bonnie zaprosiła.
Bonnie:Kochanie co się stało?- zapytała.
Nic jej nie odpowiedziałam. Jak jej pokazać co się wydarzyło? Nagle zobaczyłam kartkę na stole. Podeszłam, napisałam jej to co chciałabym jej powiedzieć i podałam Bonnie kartkę. Spojrzała na mnie dziwnie, ale zaraz przeczytała kartkę.
"Poznałam czarownicę, która miała sprawić, że Damon zobaczy swoje postępowanie, ale nie za darmo. Odebrała mi głos i powiedziała, że jedynie prawdziwy pocałunek przywróci mi go"
- przeczytała Bonnie.
Caroline:Czyli Damon musi ciebie pocałować by przywrócić ci głos?
Kiwnęłam głową. Nagle ktoś zaczął walić do drzwi.
Bonnieójdę sprawdzić kto to
Po chwili do pokoju wpadł Damon.
Damon:Kochanie wróć do mnie. Wiem już jak cię traktowałem i bardzo cię za to przepraszam. Nie chciałem tego, ale byłem zaślepiony przez nauki kolegów. Proszę wybacz mi- klęknął na kolana i zaczął mnie błagać.
Chciałam mu powiedzieć, że mu wybaczam, ale że nigdy nie zapomnę tego jak mnie traktował, ale nie umiałam mu tego powiedzieć.
Damonlaczego się do mnie nie odzywasz? Wiem, że zrobiłem źle, ale na prawdę tego żałuje.
Bonnie:Ona straciła głos- odparła Bonnie wracając do nas.
- Jak to straciła głos?- zapytał.
- Oddała swój głos po to byś zobaczył jak ją traktujesz- odparła zezłoszczona Caroline- Jak dla mnie powinna cię zostawić, ale ona cię kocha i zrobi dla ciebie wszystko.
Damon:Jak jej przywrócić głos?
- Prawdziwy pocałunek przywróci jej go- odparły jednocześnie.

Oczami Damona:

Podszedłem do niej i wziąłem jej twarz w dłonie. Spojrzałem jej w oczy. Widziałem w nich strach i cierpienie. Przybliżyłem swoją twarz do jej i pocałowałem ją. Chciałem by ten pocałunek wyrażał miłość do niej by przywrócić jej głos. Po chwili oderwałem się od niej i spojrzałem na nią.
Damon:Kochanie wybaczysz mi?
"Tak wybaczę ci"- odparła i przytuliła się do mnie.
Objąłem ją mocno tak by nas nikt nie rozdzielił. Nie chciałem jej puszczać. Nie chciałem jej stracić. Teraz codziennie będę jej pokazywać jak bardzo ją kocham i że bardzo żałuje mojego zachowania. Pocałowałem ją kolejny raz w usta.

"Chyba wreszcie odzyskałam swojego dawnego Damona. Uśmiechnęłam się w duchu. Bardzo mi go brakowało. Nie zapomnę na długo jego krzywd jakie mi wyrządził, ale na szczęście mam go z powrotem. Wziął moją rękę i razem wróciliśmy do domu. Nie wiedzieliśmy tylko co nas tam czeka..."

Oczami Damona:

Kiedy przekroczyliśmy próg naszego domu ktoś się na mnie rzucił. Upadłem na ziemię z hukiem. Zakląłem pod nosem. Kiedy zobaczyłem kto na mnie naskoczył od razu się uśmiechnąłem.
- Witaj kuzynie- odparł.
Damon:Złaź ze mnie tłuściochu- warknąłem.
- Nie ładnie się tak do mnie odnosić- uśmiechnął się- Nie przedstawisz mnie swojej uroczej damulce.
Damon:Kinga to mój wkurzający kuzyn Quinn, Quinn to moja żona i nie próbuj się do niej dobierać bo ci urwę łeb.
Zaśmiał się.
- Nic się nie zmieniłeś. Miło mi ciebie widzieć madam- pocałował Kingę w rękę.
Damon:Co cię tu sprowadza?- zapytałem.
- Usłyszałem to i owo od ciotki więc przyjechałem po szpiegować i zobaczyć twoją żonę i powiem ci jest niezła- zagwizdał.
Damon nie wytrzymał i uderzył go w brzuch. On przeleciał przez pół pokoju. Podbiegłam do niego.
- Damon nie traktuj go. To nasz gość- podniosła go z ziemi.
- Gość czy nie gość wrzutem na tyłku zawsze jest.
Spojrzała na mnie złowrogim wzrokiem i zaprowadziła Quinna do kuchni.
- Czego chcesz?- zapytała.
- Ciebie- wymruczał.
- Nie pogrywaj ze mną bo jeżeli nie to inaczej pogadamy.
- Uuu... Ostra lubię takie- odparł.
- Ty szczeniaku mały nie masz u niej żadnych szans- uśmiechnąłem się.

Oczami Quinna:

Szkoda, że nie mogę im powiedzieć prawdy, że przyjechałem tu jedynie by zdać raport Klausowi. Nie wiem po co mu ta smarkula, ale jak robota jest to trzeba to zrobić. Jęknąłem w duchu. Już się nie mogę doczekać tej rzeszy jaka nastąpi za parę dni. Będzie tylko krew i żądza mordu.

Oczami Kingi:

Gdy wreszcie zapadła noc udałam się do sypialni. Gdy tylko przekroczyłam próg zdębiałam. Na ziemi leżały płatki róż i świece. Było bardzo romantycznie. Widać, że Damon stara się by pokazać mi, że bardzo żałuje swoich postępków. Obróciłam się i przede mną stał on. Uśmiech miał na całej twarzy.
- Jest tu pięknie- odparłam.
- Ty jesteś piękna- wymruczał.
Podszedł do mnie i przytulił się. Czułam zapach jego perfum. Napawałam się tym. Pocałował mnie w usta najpierw delikatnie potem bardziej namiętniej. Zaczęłam powoli ściągać jego ubrania, a on moje. Gdy w końcu byliśmy nadzy podeszliśmy do łóżka nie przerywając pocałunku i położyliśmy się. Damon znajdował się nade mną. Zaczął całować mnie po szyi potem nie przerywając pocałunku zjeżdżał niżej. Przez takie pieszczenie zrobiło mi się gorąco. Damon po chwili wszedł we mnie. Głośny jęk rozkoszy, który wyrwał się z jego gardła, był dźwiękiem, który sama powtórzyłam sekundę później. Damon zaczął się poruszać. Jego ciało uderzało w moje ciało, usta szturmem podbijały moje usta, a w moim wnętrzu odezwało się bolesne napięcie. Dreszcz narastał, aż straciłam dech. Chwyciłam się jego ramion i oplotłam nogami w pasie, zapewniając mu jeszcze większy dostęp. Rozkosz wzmagała się, w miarę jak pchnięcia Damona stawały się coraz intensywniejsze, aż w końcu gwałtowny, nadzwyczaj cudowny orgazm dosięgnął nas oboje i napełnił satysfakcją. Obolali upadliśmy na łóżko.
- To był najlepszy seks jaki robiliśmy- odparłam.
Damon zaśmiał się obdarował delikatnym pocałunkiem.
- Odpocznij teraz moja księżniczko. Za dużo wrażeń jak na te kilka dni.
Uśmiechnęłam się do niego, przytuliłam i przy jego boku zasnęłam.

Oczami Damona:

Następnego dnia wstałem rano i nie budząc Kingi zszedłem na dół do kuchni. W nim zastałem Quinna.
- I co noc się udała?- zapytał.
- Nic ci do tego- warknąłem.
- Było was słychać chyba w całym sąsiedztwie. Teraz muszę się za was wstydzić.
- Jeżeli coś ci się nie podoba tam masz drzwi i możesz wyjść.
- Zostanę tutaj. Nigdzie mi się nie spieszy- uśmiechnął się.
Mruknąłem coś pod nosem i zajrzałem do lodówki. Wyciągnąłem jajka i zrobiłem jajecznicę dla nas obojga.
- A ja to co pies?- zapytał.
- Nie dla psa kiełbasa- odparłem i poszedłem na górę.
Kinga właśnie wstała i wybierała się do łazienki. Na mój widok uśmiechnęła się.
- Dziękuję za śniadanie- pocałowała mnie w policzek.
- Ale ja wolę w usta- odparłem.
- Nie zasłużyłeś jeszcze- uśmiechnęła się i poszła do łazienki.
Przez nią za niedługo oszaleje- pomyślałem.
Nagle rozległ się krzyk. Pobiegłem do łazienki i zobaczyłem Kingę leżącą na ziemi. Quinn trzymał w ręku strzykawkę z werbeną.
- Przepraszam- odparł i wbił mi igłę w szyję.
Poczułem jak oczy mi się zamykają. Nim opadłem na ziemię zobaczyłem jego chytry uśmieszek. Potem straciłem przytomność
  • awatar ilovetvd: Intryga, mrrr super! Zapraszzam do mnie ;)
  • awatar ♥ DELENA ♥: wow, stary Damon, Damon i Kinga razem i nowa intryga, to jest to co lubię :D
  • awatar neens: wkońcu sa RAZEM !super super super rozdział :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Przepraszam,że tak późno,ale nie miałam czasu.
WYBACZCIE!
Dziękuję siostro ,że mi pomogłaś, najlepszy prezent na święta...
Całuski,dla wszystkich czytelników i wesołych świąt<3
  • awatar Gość: Miłość,namiętność,pożądanie i pełna napięcia akcja,fajnie się czyta,aż jestem ciekaw co się dalej wydarzy ... :):)
  • awatar Ciasteczka <3: Nie musisz dziękować. Chciałam ci bardzo pomóc siostro bo wiedziałam że nie miałaś weny. :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Co chcielibyście zobaczyć w następnym rozdziale?
Mam pomysł,ale chciałabym opisać jakiś z waszych propozycji,wiem że będą genialne.

Z góry dziękuję!
  • awatar Justysia15: Damon wygra zakład, ale na początku nie zmieni swojego postępowania, jednak gdy Kinga np. zostanie porwana przez tego kumpla zrozumie że to co robił było okropne i będzie się starał jakoś to naprawić. :)
  • awatar Delenowiczka: Damona i jego kumpla o tym co gadają o tym zakładzie ich i jak Damon będzie z nim walczył i wygra bo nie bedzie chciał dać mu swojej żony na noc
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ta fotka jest po prostu piękna<3



Podoba mi się to zdjecie (dlaczego to tajemnica***)


Piękny uśmiech
  • awatar ilovetvd: Najlepsze ostatnie- ten smile *.*
  • awatar The Vampire Diaries 1018: hejj fajny blog fajny wpisy jak jestes fanem Vampire Diaries to wejdz na mnie i odpowiedz na 5 pytan i zobaczysz jaka jest cena jak ci natym zalezy jak nie to ignoruj :]
  • awatar ilovetvd: O jeny Damon jest taaaaaaaki sexy *_*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Witam! To moja sonda, mam nadzieję,że wszyscy moi znajomi i czytelnicy odpowiedzą na te pytania.

1.Jak masz na imię?
2.Ile masz lat?
3.Masz zwierzę? Jakie i jak ma na imię?
4.Dlaczego prowadzisz bloga na pingerze?
5. Co lubisz robić w wolnej chwili?
6.Czego nienawidzisz robić?
7.Jakie wartości są dla ciebie najważniejsze? (np przyjaźń..)Jakie?
8.Czego nie cierpisz w ludziach?
9.Damon , Elijah, Stefan, Klaus, Tyler, Matt,którzy z nich ci się podobają z wyglądu i charakteru i dlaczego?
10. Co myślisz osobiście o Ianie Somerhalderze?
11. Która scena z Damonem ci się najbardziej podoba i dlaczego?
12. Twój najlepszy sen z Damonem? Opisz...
13. Miewasz fantazje? Z którym z męskich bohaterów?
14.Dlaczego czytasz mój blog? Proszę o rozpisanie się ;D


TO MOJA ODPOWIEDZ

1.Kinga,ale to wiadomo
2.16
3.Mam psa yorka. Na imię ma Zuzia. Gdy będzie miała syna,nazwę go Damonek<3
4.Prowadzę tego bloga,bo uwielbiam serial TVD i kocham Iana. Lubię pisać o jego życiu. Przenoszę się w inny świat...
5.Pisać opowiadania, słuchać muzy i oglądać filmiki z Damonem<3
6.Chodzić na zakupy z przymusu,
7.Najważniejsza jest dla mnie przyjaźń.
Zdobyłam ją i mam nadzieję ,że na zawsze<3
8.Nie cierpię gdy ktoś mnie okłamuje, dwulicowości,
9.Z wyglądu i charakteru najbardziej podoba mi się Damon.<3 Jednak niezły jest też Elijah...
O reszcie szkoda wspominać,bez urazy dla fanów.
Każdy woli co innego<3
10.Wydaje mi się,że jest to rozsądny mężczyzna,ale za razem bardzo przebojowy i pewny siebie. Myślę,że byłby w stanie każdego pocieszyć. Bardzo podoba mi się,to że pomaga zwierzętom. Jest to oznaka ,że jest bardzo uczuciowy,a to się ceni.
Wydaje mi się,że kiedyś będzie dobrym ojcem...
Poza tym to jedyny aktor,który zasługuje na miano CIACHA! <333
11.Podoba mi się pierwsza scena,gdy wita się ze Stefanem.."Hello brother"-Pamiętacie? Kocham ten jego uśmiech<3
Uwielbiam wszystkie scenki gdy hipnotyzował Caroline,był taki zły..Boski! Kocham wszystkie scenki w których zagryza swoje ofiary. Uwielbiam gdy mówi do Stefana jakiś tekst o wiewiórkach.
I jego akcję przeciwko wilkołakom.
12. Miałam wiele snów z Damonem i wszystkie były cudowne <3 Jeśli ktoś będzie chciał znać szczegóły,to dajcie znać w komentarzu. Odpiszę na wiadomość prywatną.
13.Oczywiście i to nie raz...Tym kimś jest Damon


Dziękuję i pozdrawiam was...
BUZIAKI<3
  • awatar Diamond in the sky xoxo: 1.Weronika 2.14 3.mam 5 koni o imionach Zodiak Lizus Juczar Lucky(laki) i miska 4.w wolnych chwilach lubie pomyslec i podzielic sie tym 5.najczesciej jade do kinikow z chlopakiem wypuszczamy je na padoki bawimy sie z nimi +punkt 5 6.uczyc sie 7.przyjazn milosc 8.Arogancji, gdy zachowuja sie jak pepki swiata 9.damon jest slodki i kocham jego diabelski usmieszek 10.nie da sie tego powiedziec wiec to wykrzycze aaaaaaaaaaaaa to on:)))) xd 11.w 1sezonie gdy wyznaje elenie milosc i leci mu lza z oka 12.jestem jego dziewczyna oswiadcza mi i sie bierzemy slub i wogole 13.moj sen o tym mowi 14.jestes super taj jak opowiadania a poza tym jest sporo fotrk iana
  • awatar sweet♥paradise: 1. Karolina. 2. 14. 3. Nie mam. 4. Prowadzę bloga, ponieważ uwielbiam wymyślać rozmaite historie i dzielić się nimi z innymi. 5. Pisać opowiadania, szukać nowości o PW, słuchać muzyki, szwędać się z przyjaciółmi. 6. Sprzątać z przymusu, chodzić do szkoły, uczyć się. 7. Przyjaźń, miłość i rodzina. 8. Egoizmu i arogancji. 9. Z wyglądu i charakteru za razem najbardziej podoba mi się Damon, chyba nie trzeba tłumaczyć dlaczego ♥ Z charakteru lubię też Klausa...no i ten akcent ♥ 10. Wydaje mi się, że to fajny i z pewnością utalentowany aktor. A jakże przystojny :D 11. Wszystkie. 12. Nie miewam xD 13. Z żadnym. 14. Dlatego, że bardzo podoba mi się twoje opowiadanie ♥
  • awatar Justysia15: 1. Justyna 2. 15 ale w marcu 16 3. nie 4.bo chce pokazać co potrafie stworzyć 5.słuchać muzyki lub grać na gitarze 6.uczyć sie 7.rodzina, miłość 8.zarozumialstwa 9.Damon, bo jest nieprzewidywalny 10.hm.. że jest dojrzałym i przystojnym mężczyzną 11. W odcinku 9 sezonu 4, jak Damon kazał Elenie odejść, widac że ją naprawdę kocha i chce dla niej jak najlepiej. Oby wrócili do siebie 12. Podobny do 22 odcinka sezonu 3. Ja byłam w roli Eleny 13. nie 14. bo jest dość ciekawy, przyznam że niektóre momenty wprawiają mnie w furię to ciekawie sie go czyta i potrafi wciągnąć.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 

Od tygodnia już siedzę z Caroline w piwnicy.
Przestałam wierzyć, że Damon nas wypuści.
Od kilku dni fatalnie się czuje, ale jego to w ogóle nie interesuje. Co parę godzin przynosi nam woreczki z krwią i wraca do swoich zajęć. Czujemy się tu jak zwierzęta w klatce. Kilka razy próbowałam się uwolnić, ale to nic nie dawało. Byłam zbyt słaba. Któregoś dnia jak Damon przyniósł nam znowu woreczki nie wytrzymałam i naskoczyłam na niego.
-Ile jeszcze tu będziemy siedzieć?- warknęłam na niego.
Damon:Tak długo jak będzie tego chciał- odparł.
-Nie widzisz jak cierpimy?- zapytałam.
Damon: I dobrze,zasłużyłyście sobie na to- prychnął i popchnął mnie co na skutek upadłam z dużym hukiem na ziemię. Od razu zasłoniłam oczy by nie widział moich łez. Caroline podniosła się z ziemi i rzuciła na Damona. Ten zrobił unik i szybko wyszedł z piwnicy.
- Mam tego dość. On nigdy się już nie zmieni. Najlepiej będzie gdy zdejmę pierścień i słońce mnie spali.
Caroline:Nie mów tak. Masz córeczkę która cię potrzebuje i wiedź jak ona cię straci to już nikt się nią nie zaopiekuje- odparła
Podciągnęłam nogi, owinęłam je rękami i oparłam brodę o kolana. Nic tylko czekać co przyniesie los. Po godzinie usłyszeliśmy ogromne hałasy. Nasłuchiwałyśmy spokojnie. Usłyszałyśmy jak coś mocnego spada na ziemię. Po chwili słyszałyśmy jak w naszą stronę ktoś zmierza.
Bonnie:Boże już myślałam, że wam się coś stało
- Bonnie- krzyknęłyśmy jednocześnie.
Bonnie:Już was uwolnię.
Caroline:A co z Damonem?
Bonnie:Na kilka godzin mamy go z głowy. Śpi jak zabity- otworzyła drzwi i mogłyśmy wyjść ze środka.
Przytuliłyśmy się do niej.
-Już myślałam, że nikt nas nie uratuje- odparłam.
Bonnie:Musiałam za wszelką cenę wam pomóc.


KILKA MINUT WCZEŚNIEJ...

Oczami Damona:

Nie wypuszczałem Kingi i Caroline od dłuższego czasu. Chciałem im pokazać, że ze mną się nie zadziera. Siedziałem właśnie na kanapie i patrzyłem na telewizje, gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Wstałem leniwie i otworzyłem drzwi. Przede mną stała Bonnie.
-Czego chcesz?- warknąłem.
Bonnie:Ty wiesz już czego. Gdzie jest Kinga i Caroline.
Damon:One już są niedostępne- chciałem zatrzasnąć jej drzwi przed nosem, ale zatrzymała ją ręką.
Odepchnęła mnie i wypowiedziała zaklęcie. Nagle poczułem się senny. Opadłem na ziemię i zasnąłem.

Oczami Bonnie:

Już od kilku dni nie widziałam ani Kingi, ani Caroline. Od dłuższego czasu zastanawiałam się jak je uratować, ale wiedziałam że mam marne szanse z pokonaniem wampira. Pewnej nocy do mojego snu przyszła babcia.
- Kochanie, każdy sposób jest łatwy by ogłuszyć wampira tak by nam nie zagrażał przez kilka godzin.
Oświeciło mnie. Wstałam z łóżka i podeszłam do księgi zaklęć. Po chwili znalazłam odpowiednie zaklęcie. ,, Senny Amor" zaklęcie polega na tym, że każdego uśpi na około cztery godziny więc z łatwością uratuje dziewczyny. Następnego dnia po śniadaniu wybrałam się do domu Salvatoreów. Od ostatniego dnia kiedy tu byłam nic się nie zmieniło. Zapukałam do drzwi, a po chwili otworzył mi je Damon. Odepchnęłam go od siebie bo chciał mi zamknąć drzwi przed nosem. Weszłam do środka i wypowiedziałam zaklęcie. Opadł z wielkim hukiem na ziemię. Wyciągnęłam klucze z jego kieszeni i szybko zeszłam na dół. Gdy zobaczyłam dziewczyny całe i zdrowe ucieszyłam się jak małe dziecko. Wypuściłam je,ale Kinga chciała jeszcze spakować kilka rzeczy Grace.

Pobiegłam na górę i weszłam do pokoju Grace.
Wszystko było tak jak dawniej,gdy spojrzałam na łóżeczko,uśmiechnęłam się promiennie. Grace była taka słodka,malutka i bezbronna...
-Choć ,zabieram cię kochanie-wzięłam ją na ręce ,a wtedy zobaczyłam ulubionego misia Bryana. Moje oczy znów były zalane łzami. Mój synek już nigdy nie powie "mamo",to straszne. Nigdy nie zapomnę widoku jego malutkiego ciała które było zakrwawione. Spakowałam do torby kilka rzeczy
Grace i zeszłam do salonu. Dziewczyny chwilę patrzyły na mnie ,a potem Caroline wzięła ode mnie Grace.
Bonnie:Kinga idziesz?
-Idź z Caroline do samochodu, ja zaraz przyjdę...Gdy Bonnie wyszła z domu, podeszłam do Damona,który nadal był nieprzytomny. Wzięłam go pod rękę i z trudem dotarłam do kanapy. Położyłam go na niej i podłożyłam mu poduszkę pod głowę.
Dotknęłam dłonią jego policzka,po chwili zobaczyłam ,że zapłakałam całą jego bluzkę,przytulając się do niego. Nie żałuję tych lat spędzonych z nim,uszczęśliwił mnie i odmienił moje życie,ale chyba nie mogę dłużej z nim być.
Gdy tak siedziałam obok niego,do domu z krzykiem weszła Caroline...
Caroline:Co ty robisz? Jak możesz się do niego tulić? Za to co ci zrobił? Nie rozumiem cię...-pociągnęła mnie za rękę i chciała mnie zaciągnąć do samochodu. Jednak nie udawało jej się,to. Po chwili poczułam dłoń Damona ,która silnie mnie przyciągała do niego. Nie wiem kiedy to się stało,ale już po sekundzie byłam zakładniczką Damona. Stał teraz za mną i silnie przyciskał do swego ciała. Kiedy Caroline chciała zbliżyć się do niego ,by mnie uwolnić, wtedy on wyjął z kieszeni drewniany kołek i przystawił mi go do serca.
Wspaniale było czuć jego dłonie na swoich biodrach i ta bliskość,której mi tak brakowało...
Jednak bałam się go ,bo nadal był draniem.
Carolineamon puść Kingę...
Damon:Nie! Dlaczego miałbym to zrobić?
Caroline:Już dużo przez ciebie wycierpiała,daj jej odejść...
Po słowach Caroline Damon obrócił mnie tak abyśmy stali twarzą w twarz. Spojrzał na mnie swoimi tęczówkami,które tak uwielbiałam. Jednak to spojrzenie wyrażało złość i kroplę nadziei.
Ujął moją twarz w swoje silne,ale aksamitne dłonie ,wtedy nasze spojrzenia się spotkały...
Damon:Chcesz odejść?-spuściłam wzrok,bo nie dałabym rady odpowiedzieć.
-Nie...-kiedy odpowiedziałam na pytanie Damona,usłyszałam cichy szept Caroline...
Caroline:Co ty zrobiłaś?-kręciła smutno głową.
Podeszłam do niej aby jej to wyjaśnić,ale Damon chwycił mnie za rękę,obrócił mnie na skutek czego upadłam prosto w jego ramiona.
Damon:Gdzie idziesz?
-Chcę się pożegnać z Caroline,zabraniasz mi?
Damonobrze idź...-czułam się jak niewolnica, jego własność. Kiedy stałam już obok Caroline,ona zaczęła na mnie wrzeszczeć.
Caroline:Oszalałaś? Co ty zrobiłaś...Przecież gdy tu z nim zostaniesz,on będzie cię nadal źle traktował...
-Kocham go,mam nadzieję że się zmieni.
Caroline:Naiwna jesteś!
-A gdyby Tyler był taki? Na pewno byś go nie zostawiła. Mam prośbę...Zaopiekuj się przez jakiś czas Grace,dobrze?
Caroline:Jasne z ochotą. Uważaj na siebie,dzwoń gdyby coś się działo.
-Dobrze.-pożegnałam się z Caroline,a już po chwili usłyszałam za swoimi plecami głos Damona.
Damon:Wiedziałem ,że zostaniesz ze mną,może będziesz dla mnie milsza niż przez ostatnie dni?
-Jesteś bezczelny! Jak mogę być dla ciebie miła skoro ty mnie traktujesz jak śmiecia...
Damon:Traktuję cię tak jak na to zasługujesz
Nie zważałam na jego słowa. Wtuliłam się w niego,mocno wierząc że zrozumie,że go kocham.
-Brakuje mi ciebie...Tamtego Damona,którego pokochałam.
Damon:Ja się nie zmieniłem,zawsze taki byłem
-Nieprawda! Byłeś czuły i kochany...Pamiętasz jak robiłeś wszystko w Cancun,żebyśmy byli razem? Z dala od Eleny i całej reszty? Teraz cię nie poznaje. Zobacz...Zostałam z tobą,a mogłam iść z Caroline i nigdy do ciebie nie wrócić.
Damon nic nie odpowiedział. Poszłam do pokoju Grace,zostawiłam go samego w salonie. Kiedy byłam już w pokoju,zamknęłam za sobą drzwi i wtuliłam się w poduszkę,cicho płacząc. Nagle poczułam na swoim ramieniu delikatny dotyk. Obejrzałam się, za mną stał Damon z przygnębioną miną.
-Wyjdź, chcę pobyć sama...-on jak zawsze mnie nie posłuchał i usiadł obok mnie. Po chwili nim chciałam co kol wiek powiedzieć byłam już w jego ramionach. Nie wiem dlaczego,ale moja złość do niego zmniejszyła się. Nie miałam do niego pretensji o to jak mnie traktował,choć może powinnam... Miałam nadal nadzieję,że wszystko się ułoży,że w końcu Damon zrozumie jak wielkim uczuciem go darzę. Przecież to,że z nim zostałam wiele znaczy. Bałam się co teraz ze mną będzie,bo nikt nie mógł przewidzieć jego kolejnego ruchu,był nieprzewidywalny,ale wiara i miłość dodawała mi sił.

OCZAMI DAMONA:

Gdy Kinga zostawiła mnie samego w salonie ,czułem że muszę jej okazać choć trochę uczuć. Dlatego poszedłem do niej,aby wiedziała ,że w jakiś sposób nadal ją kocham. Gdy zobaczyłem ją ,smutną i zapłakaną, zrozumiałem że czuje się bardzo samotna,a przecież ma mnie. To tamtego wieczora zrozumiałem ,że to co robiłem jej było złe,nawet okropne. Sam nie wiem dlaczego tak źle ją traktowałem. Te spotkania z kumplami mieszały mi w głowie. Chłopaki ciągle pokazywali mi jak dobrze mieć posłuszną żonę. Zdziwiłem się ,że Kinga została ze mną, według mnie powinna uciec jak najdalej ode mnie,a ona została... Na pewno boi się jak będę ją traktował,to przykre,chociaż sam do tego doprowadziłem. Byłem na siebie wściekły,że moje postępowanie jest powodem jej łez. Jednak nie mogłem jej się przyznać do swojego błędu,chłopaki mi tak poradzili.
Kiedy tak ją przytulałem,czułem jak moje serce otwiera się na jej cierpienie,że coś się zmienia,a ja znów staje się starym Damonem,nie mogłem na to pozwolić. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do naszej sypialni. Patrzyła na mnie tak jakby się bała co zaraz się wydarzy. Jednak tej nocy postanowiłem ,że nie będę draniem,nie dzisiaj... Pozwolę jej choć jedną noc przespać spokojnie bez strachu,bólu i upokorzenia.

"To było dziwne,..Damon po prostu zostawił mnie samą w pokoju,a on poszedł spać do salonu. Myślałam,że teraz będzie jeszcze gorzej,a jednak było chyba lepiej...Położyłam się na łóżku i patrzyłam na gwiazdy na niebie. Chociaż Damon był jaki był ,to wolałabym mieć go teraz blisko siebie. Jednak cieszyłam się,że chociaż jedną noc prześpię spokojnie.

OCZAMI DAMONA:

Tę noc spędziłem w salonie na kanapie,sam...
Wolałem nie być blisko niej,bo znów przypomniałbym sobie słowa kupli i mógłbym znów ją zranić,nie chciałem tego...Nie dzisiaj.

"Kiedy nastał ranek chciałam iść do Caroline aby zobaczyć się z córeczką. Ubrałam się i zeszłam do salonu. Zobaczyłam tam Damona,który nadal spał,wyglądał tak niewinnie. Wypiłam kawę ,gdy byłam już coraz bliżej drzwi ,obejrzałam się jeszcze za siebie by zobaczyć czy Damon nadal śpi,ale jego ciało już nie spoczywało na kanapie. Kiedy znów się obejrzałam ku drzwiom zobaczyłam Damona z wrogą miną,serce zaczęło bić jak szalone.
Damon:Gdzie się wybierasz?-chwycił mnie mocno za rękę
-Proszę puść mnie,bo to boli...-wygląd jego twarzy zmienił się na bardziej łagodny i puścił mnie.
Damon:Gdzie idziesz?
-Do Caroline...
Damon:Chcesz uciec i nie wrócić?
-Nie...Idę do Grace. Nawet jeśli bym pd ciebie odeszła,to być się tym nie przejął.-on już nic nie odpowiedział, wyszłam i zamknęłam za sobą drzwi.
Chciało mi się płakać,myślałam że Damon będzie chciał iść ze mną do swojej córki,ale nawet już ona go nie obchodzi. Kiedy byłam już u Caroline, wzięłam Grace na ręce,a ona się do mnie przytuliła ,była taka słodka. Caroline zaczęła się mnie wypytywać co się działo gdy ona i Bonnie zostawiły mnie z Damonem. Opowiedziałam jej wszystko,że Damon nie był aż taki zły. Nadal próbowała mnie namówić,bym została u niej,a moje rzeczy przyniesie Bonnie,ale nie chciałam się na to zgodzić. Damon wiele razy do mnie wydzwaniał, nie odbierałam,ale postanowiłam że wrócę już do domu. Grace zostawiłam jeszcze u Caroline,bałam się o nią,wolałam by była z dala od Damona. Kiedy byłam w drodze powrotnej, znów Damon zadzwonił,odebrałam.
-Czego chcesz?
Damon:Kiedy wrócisz do domu?
-Już idę...
Damonospiesz się,...Czekam na ciebie.
Po jego słowach, w szybkim,wampirzym tempie znalazłam się przed drzwiami do naszego domu.
Damon:Kochanie wybierzmy się na spacer.
-Nie mam na to ochoty.
Damon:Idziesz ze mną i koniec dyskusji. Złapał mnie za rękę i wyciągnął siłą z domu. Po drodze natrafiliśmy na wścipską sąsiadkę.
Sąsiadka:Jak wy razem pięknie wyglądacie.
Damon:Szczera prawda.- mruknęłam coś pod nosem.
Mam tego dość! Damon nawet nie zdaje sobie sprawy że robi źle.
Sąsiadka: Podziwiam twoją żonę. Inne szybko od ciebie uciekały a teraz masz ją. Co robisz takiego że jest przy tobie?
Damonbam o nią troszczę się o nią.
-Ta akurat- mruknięlam. Damon mocno ścisnął moją dłoń bym przytaknęła ale tak nie zrobiłam.

Zła odeszłam od Damona. Wybrałam się do parku by wszystko przemyśleć. Usiadłam na ławce i przyjrzałam się tafli wody. Po chwili koło mnie usiadła starsza kobieta.
-Co cię trapi kochanie?- zapytała.
-Problemy z mężem.
-Wiem. Myśli że wszystko robi dobrze a tak na prawdę krzywdzi cię.
-Skąd to wiesz?
-Gdy się jest taką czarownica jak ja to wszystko się wie. Pomogę ci.
-Ale jak?
-Sprawie że zobaczy swoje błędy jak cię traktuje. Pomogę ale nie za darmo- odparła.
-Co muszę zrobić byś mi pomogła.
-Bardzo podoba mi się twój głos. Jeżeli mi go oddasz to ci pomogę. Zastanowiłam się na chwilę. Chce by Damon zrozumiał swoje błędy. Nie chce by tak mnie traktował.
-Zgadzam się na to.
  • awatar ilovetvd: Jeju, ale to wciąga ;D
  • awatar sweet♥paradise: Ona chce jej głos ? Czy to znaczy, że ona straci głos po to, by Damon znów był dobry ? Ale on już się chyba zmienia...na to przynajmniej wychodzi. Aw, oby sam się opamiętał. Pisz szybko następny !
  • awatar neens: boskie z rozdziału na rodział :D :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
  • awatar ilovetvd: Także dołączam się do życzeń (spóźnionych, ale zawsze ;D) Super blog! +sexy Ian i sexy Paul hahah ;D
  • awatar Rose^^: Spóżnionego nejlepszego Ian! xDD
  • awatar oasis of everything: Haaappppyyy Birthdayyy Ian :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Kiedy dotarłyśmy z Bonnie do jej domu,stałam w salonie i nie mogłam uwierzyć w to,że Damon chciał mnie zabić. Po tym wszystkim co przeszliśmy razem,nie rozumiałam jego postępowania. Bonnie próbowała mnie pocieszyć,ale na próżno. Byłam jej wdzięczna za to,że w odpowiednim czasie zjawiła się u nas w domu. Usiadłam na kanapie i długo rozmyślałam. Bonnie namawiała mnie,żebym się położyła i uspokoiła,bo byłam cała roztrzęsiona.
Najdziwniejsze było to,że nie bałam się śmierci,ale tego że stracę mężczyznę swojego życia.

OCZAMI BONNIE:

Próbowałam namówić Kingę,by choć na chwilę zapomniała o tym co się zdarzyło. Jednak ona jest uparta,tak jak Damon i nie chciała się położyć. Wolała płakać i użalać się nad sobą. Wiedziałam że nic nie wskóram. Postanowiłam ,że podam jej wraz z wodą środek na senny,tak też zrobiłam. Nie mogłam patrzeć jak się zamartwia. Dlaczego Damon musi ją tak ranić...Ona dłużej takiego traktowania nie zniesie. Podałam jej szklankę z wodą ,wypiła wszystko. Po kilkunastu minutach zmęczenie dało się we znaki i poszła na górę do pokoju.

"Następnego ranka,obudziłam się w pełni wypoczęta,ale Damon nie daje mi spokoju nawet w snach. Brakowało mi dawnego Damona. Tego który całował jak nikt na świecie, pieścił moje uszy czułym słowem,a jego dotyk przyprawiał o falę gorąca. Do wczoraj miałam jeszcze nadzieję,że tak się stanie,że przyjdzie weźmie mnie w swoje ramiona i mocno przytuli. Także to,że zrozumie swoje złe postępowanie i szczerze przeprosi. Jednak z bólem serca muszę się przyznać sama przed sobą że tak się nie stanie. Damon już nigdy nie będzie taki jak dawniej. Leżałam na łóżku wtulając się w poduszkę. Myślałam nad moim dalszym życiem..
Co będzie jeśli Damon się nie zmieni? Ja tego na dłuższy czas nie wytrzymam...
Kiedy tak rozmyślałam do pokoju ktoś zapukał,to była Bonnie. Weszła do środka i usiadła na brzegu łóżka.
Bonnie:Jak się czujesz?
-Brakuje mi Damona...
Bonnie:Ty go na prawdę kochasz...
-Tak,a ty co myślałaś?
Bonnie:Bo myślałam,że on jest twoim kaprysem,ale kochasz go. Nie tak jak Elena
-On jest jak...Nie mogę nawet opisać tego co do niego czuję...

OCZAMI BONNIE:

Kiedy tylko Kinga usłyszała imię "Damon" na jej ustach pojawiał się promienny uśmiech, a oczy nabierały blasku. To widać,że szaleje za nim jak nikt. On powinien się zmienić...Dla niej.
To ona go docenia. Ja i każda inna dziewczyna zostawiła by go już dawno,a ona nadal mu wszystko wybacza. To może i niedorzeczne,ale jest to oznaka niekończącej się miłości.
Próbowałam ją wreszcie wyciągnąć z łóżka, powinna wyjść do ludzi. Jednak to nie było takie łatwe. Wolała siedzieć w ciemnym pokoju i użalać się nad sobą.
Bonnie:Choć pojedziemy na zakupy...
-Nie mam ochoty..
Bonnie:Choć,może kupimy jakąś sukieneczkę dla Grace..
-O Boże Grace...
Bonnie:Co się stało?
-Ona została w domu, jest z Damonem.
Bonnie:To co ,przecież to jej ojciec.
-Idę po nią...
"Wstałam i zaczęłam się szybko ubierać. Bałam się o małą. Skoro Damon jest taki zły w stosunku do mnie to co będzie z moją córką...Gdy się ubrałam,szybko zbiegłam na dół. Usłyszałam tylko za sobą głos Bonnie-Kinga czekaj! Nie zwracałam na to uwagi. Bałam się spotkania z Damonem,ale chciałam odzyskać córeczkę.
Kiedy stałam już przed drzwiami wzięłam głęboki oddech,bałam się jak Damon zareaguje. Powoli otworzyłam drzwi i weszłam do środka.Gdy je za sobą zamknęłam rozejrzałam się dookoła,wypatrując Damona. Jednak go nigdzie nie widziałam. Po cichu zmierzyłam do pokoju Grace. Podeszłam do łóżeczka i wzięłam ją na ręce
- moja malutka,mamusia jest przy tobie. Nagle poczułam za sobą czyjąś obecność.
Zanim się obejrzałam, Damon stał przede mną , wyrwał Grace z moich rąk, a ona zaczęła płakać.
-Damon oddaj mi ją...
Damon: Po co? -położył ją do łóżeczka ,złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
Damon:wróciłaś do mnie?
-Nie do ciebie tylko po Grace. - w takim razie nie dajesz mi wyboru.
Wziął mnie na ręce i w szybkim tempie znaleźliśmy się w piwnicy pełnej werbeny.
Damon na chwilę wyszedł a ja postanowiłam skorzystać z okazji i uciec,na szczęście jeszcze nie zamknął piwnicy. Biegłam ile sił,nagle już byłam w jego ramionach. Przytrzymywał swoimi rękami moje dłonie,nie mogłam nic zrobić...
-Nie przypominam sobie,żebym pozwolił ci wyjść...-przejechał ustami po moim policzku
-Puść mnie,proszę...
Damon:Nie...Musisz zostac tutaj ze mną...Zapomniałaś kim jestem?
-Damon puszczaj!
Damon:Jestem twoim mężem do cholery!Zostajesz w domu, ze mną i córką,jasne?
"Jego słowa bolą bardziej niż śmierć ,to najgorsze co mógłby kiedy kol wiek powiedzieć. Nigdy nie przypuszczałam,że będzie się tak do mnie odnosił. Jednak miałam plan...
-Dobrze kochanie zostanę z tobą,ale możesz mnie puścić?
Damon:Co chcesz zrobić? Uciec prawda?
-Nie...Uwolnij moje ręce ,a zobaczysz...-miałam plan,chciałam uśpić jego czujność,by uciec.
Gdy wreszcie uwolnił moje ręce,obróciłam się i pocałowałam. Wiedziałam,że jest już w świecie marzeń. Wtedy szybko ruszyłam do drzwi... Byłam już tak blisko,prawie dotknęłam klamki,ale jednak,on mnie ubiegł.
Damon:Jesteś tak przebiegła jak ja skarbie,ale jestem od ciebie silniejszy-pociągnął mnie za włosy ,wywołując promieniujący ból...Kilka łez popłynęło z moich oczu...

OCZAMI DAMONA:
Myślałem że coś zrozumiała,ale chciała mnie przechytrzyć. Teraz jej nie popuszczę...
Próbowałem być miły,ale ona tego nie docenia. Zaraz zobaczy moje kolejne oblicze.
Zaciągnąłem ją do piwnicy i zamknąłem drzwi ,będąc w środku.. Popchnąłem ją na ziemię.

"Gdy Damon mnie popchnął ,upadłam. Myslałam,że da mi spokój,zamknie mnie i odejdzie,ale tak się nie wydarzyło. Już po chwili był obok mnie. Odgarnął moje włosy,by zobaczyć moją zapłakaną twarz.
Damonlaczego płaczesz? Czy ja cię źle traktuje?
-Tak,nie widzisz tego?-zasmiał się ponownie - z czego się śmiejesz? -powiedziałam przez łzy
Damon:Kocham cie,ale ty nigdy tego nie doceniałaś...Jak możesz być taka okrutna!
-Przecież cię kocham,zawrze kochałam.
Damon:Ta...Akurat! Gdzie spędziłaś noc? U jakiegoś fagasa prawda? Jest lepszy,ale ja się pytam w czym?!
-Spadaj...Nie chcę z tobą rozmawiać
-Nie będziesz się tak do mnie odzywała...

I znów pogorszyłam swoją sytuację.. Już nie wiem co robić. Moje słowa do niego nie docierają. Chcę go jakoś przekonać,aby się zmienił,ale na niego nic nie działa.
Skuliłam nogi obejmując je rękoma i schowała wzrok. Damon stał nade mną jak jakiś oprawca,który nie zwraca uwagi na moje uczucia.
Damon:Kinga popatrz na mnie...-nie zrobiłam tego..
Chwycił mnie za rękę,powodując że stałam naprzeciw niego.
Damon: Dopuki nie będziesz taka jak dawniej,będę cię tak traktował
-Ale ja cię kocham,to ty słuchasz się kolegów...Przecież nie musisz być dla mnie taki niemiły...
Damon:Kotku znów nic nie rozumiesz...Muszę ci pokazać kto tu rządzi...

"Jakie było moje zdziwienie gdy zostałam gwałtownie przyciśnięta do ściany. Moje kości biodrowe wbijały się w chropowatą powierzchnię.
Objął mnie w talii nadal opierając mnie o chłodną powierzchnię. Jego bliskość mnie przerażała.
Damon przyglądał mi się przez chwilę,już wiedziałam co kombinuje...
-Nie zrobi tego,nie zrobi-pomyślałam
A jednak poczułam znów to upokorzenie i ból,gdy
mocnym i zdecydowanym ruchem wszedł we mnie,wbiłam paznokcie w jego ramiona i mimowolnie jęknęłam.
Jednak to spowodowało,że jego ruchy były szybsze i głębsze,przymknęłam powieki i starałam się nie myśleć co się w tym momencie dzieje.
-Błagam przestań-wyszeptałam mu do ucha
Po kilku godzinach obudziłam się na łóżku które znajdowało się w piwnicy. Byłam przykryta białym prześcieradłem. Damona nie było w pomieszczeniu. Podeszłam do drzwi i pociągnęłam za klamkę,mając nadzieję,że będą one otwarte,jak bardzo się myliłam. Mój słuch odkąd zostałam wampirem się wzmocnił,z oddali usłyszałam kroki Damona,szybko odsunęłam się od drzwi i położyłam na łóżku.

OCZAMI DAMONA:

Choć żona nie chciała się przyznać i tak wiedziałem,że podoba jej się moje postępowanie.
Mój charakter się jej spodobał,to ją kręci więc czemu udaje że tak nie jest?
Zostawiłem ją na jakąś godzinę samą w piwnicy ,zamykając drzwi,aby mi nie uciekła. Jednak było podejrzliwie cicho,postanowiłem sprawdzić na wszelki wypadek co się dzieje.
Gdy otworzyłem drzwi,zobaczyłem że Kinga leży na łóżku,ale wiedziałem że nie śpi.
Damon:Wiem ,że udajesz...-szepnąłem jej do ucha
Kinga wtedy zadrżała,a po chwili otworzyła oczy.
Damon:Co ty kombinujesz?
-Nic,o co ci chodzi?
Damon:Jest tutaj cicho...Za cicho
-A co mam krzyczeć i płakać?
Damon:Tak...Jesteś pod zamknięciem,nie obchodzi cię to?
-Nie! Bo straciłam miłość mojego życia,już nic mnie nie interesuje.
Wtedy przypomniałem sobie słowa moich kumpli:
Damon pamiętaj! Żona musi się ciebie bać,
musisz raz na zawsze spamiętać te słowa:
Każdy mąż bierze od żony to co chce,
jej słowa dla niego obojętne są.
Tak już na zawsze pozostać ma,
nim odwróci się karta zła...

Te słowa utkwiły w mojej pamięci,próbowałem tak postępować z Kingą,ale ona jest nieugięta.
Gdy próbowałem ją pocałować ona chciała uderzyć mnie w twarz,jednak zatrzymałem jej rękę.
Damon:Nigdy więcej tego nie rób!!
Ogarnęła mnie niesamowita złość,chęć zrobienia czegoś czego nie powinienem. Przyciągnąłem ją bliżej siebie,aby trzymać ją w swoich ramionach.
Znów chciałem posiąść jej ciało,które w tym momencie było dla mnie wyzwaniem.
Gdy spojrzałem w jej oczy z uśmiechem,z jej ust nieświadomie wydobyło się błaganie:
-Nie, proszę, nie, nie.... Proszę.-bardzo mi się to podobało.
-Zawsze dostaję to czego chcę...
Bez ostrzeżenia wbiłem się w jej kruche ciało. Moje ręce powędrowały ku jej biodrom,na których,mocno zacisnąłem swoje palce. Wtedy z jej pełnych ust wypłynął jęk który wyrażał wszystko.
Ból,moją władzę i jej cierpienie. Drasnąłem jej skórę na szyi swoim kłem,aby choć na chwilę zasmakować jej soczystej krwi. Owszem była wampirem,ale mogłem robić z nią co chciałem,w końcu była moja..Tylko moja.

OCZAMI BONNIE:

Kinga długo nie wracała. Zaczęłam się martwić. Nie przestawałam spacerować tam i z powrotem po całym pokoju. W końcu nie wytrzymałam i zadzwoniłam do Caroline.
Caroline:Bonnie co się stało?- zapytała.
Bonnie:Kinga wyszła parę godzin temu do siebie by zabrać Grace i miała wrócić do mnie z powrotem. Nadal jej nie ma- odparłam- Mogłabyś sprawdzić co się stało?
Caroline:Jasne kochana- rozłączyła się.
Opadłam na kanapę i zamknęłam oczy. Po chwili zasnęłam.

Oczami Caroline:

Wybiegłam z domu i pobiegłam do domu Salvatorów. Odziwo drzwi były otwarte więc mogłam wejść do środka.
- Kinga, gdzie jesteś?- zaczęłam wołać.
Po chwili usłyszałam cichy głos dobiegający z piwnicy. Zbiegłam na dół. Podeszłam do drzwi..
Caroline:Kinga jesteś tutaj?
Po chwili usłyszałam cichy słaby głos ,to była Kinga. Zdziwiło mnie to,że jest ona zamknięta w piwnicy. Próbowałam swoją wampirzą siłą je wyważyć,ale nic z tego..
-Caroline uciekaj...
Caroline:Muszę ci pomóc...
Po chwili poczułam za sobą obecność Damona,odwróciłam się ,a on stał za mną.
Damon:Co tutaj robisz?
Caroline:Ja? Yyyy ..Nic już sobie idę,cześć!
Byłam już prawie przy drzwiach,ale nagle poczułam igłę w swojej szyi.

"Siedziałam w koncie,nie wiedziałam co stało się z Caroline. Była ,mówiła do mnie z przedpokoju,a potem jakby zniknęła...Nagle Damon otworzył drzwi i popchnął nieprzytomną Caroline do środka.
Podnosiłam się z wielkim trudem z ziemi...
-Co ty jej zrobiłeś?
Damon:Będziesz miała towarzystwo kochanie-pocałował mnie na siłę,po czym wyszedł zamykając drzwi od piwnicy. Podbiegłam do Caroline i próbowałam ją ocucić.

OCZAMI DAMONA:

Gdy Caroiline miałem już z głowy wybrałem się do Michaela mojego kolegi którego niedawno poznałem by trochę z nim poszaleć. Po jakimś czasie byłem już przed jego drzwiami. Zapukałem i wszedłem do środka. Michaela zastałem w kuchni pijącego whisky.
Damon:Nad czym tak rozmyślasz?- zapytałem.
Michael:Nad życiem stary- odparł.
Przysunąłem sobie krzesło koło niego.
Michael:Jak tam twoja żona?- zapytał.
Damon:Boi się mnie i drży gdy do niej mówię.
Michael:I dobrze stary. Niech wie, że ty jesteś panem.
Odstawił szklankę na stój.
Michael:A może się założymy co?- zapytał.
Damon:Wiesz, że uwielbiam się zakładać. Gadaj o co.
Michael:Jak wygrasz ze mną to będę ci usługiwał przez rok.
Damon:Spoko. A jak przegram?- zapytałem.
Michael:Kiedy przegrasz oddasz mi swoją żonę na jedną noc- uśmiechnął się.
Damon:A jeżeli się nie zgodzę.
Wstał i niż się obejrzałem byłem przywarty do ściany.
Michael:Jak nie to inaczej się z tobą policzę- odparł.
Michael był super przyjacielem, ale gdy chodziło o zakłady nie poznawało się człowieka. Zgodziłem się po chwili.
Michaelobry chłopak- odparł.
Nie pasował mi za bardzo ten zakład,ale Kinga i tak mnie nie kocha. Za pewne ucieszy się z tego ,że spędzi noc z innym...



IAN SOMERHALDER KOŃCZY DZISIAJ 34 LATA
HAPPY BIRTHDAY <333


  • awatar вяαzσωσσкα: świetne
  • awatar ilovetvd: Jeeej, ale to fajne *____* I co z tym zakładem??Hmm... To b., intrygujące! ;*
  • awatar Hej Kochanie Masz U Mnie Branie: Zajebisty rozdział. Tyle w niej akcji. Damon zły kocham go normalnie :D Dlaczego zabrałeś Caroline co? I co teraz będzie? Czy ten kolega będzie nadal go manipulował do tego by tak traktował Kingę? Mam nadzieje że nie. Czekam na nowy :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›